Wśród grupy owadów zapylających pszczoły miodne mają dla człowieka największe znaczenie. Od czasu udomowienia pszczoły uważamy za zwierzęta gospodarskie na równi z koniem, krową czy świnią. Pszczelarz tak prowadzi gospodarkę pasieczną, aby uzyskać jak największy zbiór miodu, propolisu, pyłku, wosku i innych produktów pszczelich. Jego praca jest ukierunkowana na czerpanie wymiernych wartości finansowych z hodowli pszczół. Jednak pszczoła to nie tylko miodek. Owady te mają ogromne znaczenie w środowisku jako zapylacze. W procesie ewolucji pszczoła miodna osiągnęła wysoki stopień przystosowania do zapylania roślin kwiatowych, choć nie robi tego celowo. Zapylanie jest ubocznym procesem podczas zbierania nektaru. W przyrodzie ma to ogromne znaczenie dla różnorodności gatunkowej roślin. Gdyby zabrakło pszczół to z naszych stołów zniknęłaby 1/3 spożywanych przez nas produktów roślinnych. Ponad 75% wszystkich roślin uprawianych w Europie wymaga obecności owadów zapylających. Przewagą pszczoły miodnej nad dzikimi zapylaczami jest to, że tworzą one trwałe złożone z kilkudziesięciu tysięcy owadów rodziny zdolne do przetrwania okresów zimowych. Ważna jest tu praca pszczelarza, który w okresach głodu podkarmia pszczoły, leczy je i rozmnaża. Natomiast dzikie zapylacze nie tylko, że nie mogą liczyć na pomoc, to jeszcze muszą radzić sobie z trudnościami jakie stwarza im człowiek. Z punktu widzenia gospodarki człowieka pszczoła ma ciekawą zaletę, tzw. wierność kwiatową. Polega to na tym, że w środowisku pszczoły wybierają najliczniej występujący pożytek w dużych skupiskach i oblatują go do końca kwitnienia. Mogłoby się wydawać, że taka wybiórczość to zwykłe fanaberie, że chodzi tu o kolor lub zapach kwiatów. Nie. Rodzina pszczela to perfekcyjnie działająca zbiorowość. Wszystkie prace są wykonywane w taki sposób, aby przyniosły jak największy efekt. Robotnica, która stale przez dłuższy czas odwiedza taką samą roślinę, zapamiętuje jej budowę. W ten sposób nie traci czasu na zapoznawanie się z budową nowych roślin, przez co może pracować bardziej efektywnie i zbierać więcej miodu oraz pyłku. Ma to ogromne znaczenie przy zapylaniu sadów i upraw rolniczych. Nie tylko człowiek na tym korzysta. Zachodzi tu ogromnie ważne dla roślin zapylenie krzyżowe. W ten sposób pszczoły nie stanowią konkurencji dla dzikich zapylaczy, którym pozostaje cała gama różnych roślin. Pod tym względem dzikie owady zapylające są mniej wybredne od pszczoły miodnej. Korzystają z każdej kwitnącej rośliny w pobliżu gniazda. Wymieranie pszczół powoduje ogromne straty w rolnictwie, sadownictwie czy uprawach warzyw. A w środowisku? Przyroda nie lubi pustki. Zniknięcie pszczoły miodnej na danym terenie skutkuje wejściem na to miejsce i przejęciem jej roli przez inne zapylacze, które są niedoceniane. Już od dawna na potrzeby upraw szklarniowych hodowane są trzmiele, a dla sadowników hoduje się murarkę ogrodową. Nie oznacza to jednak, że należy przestać interesować się losem pszczół.

Po ustąpieniu ostatniego zlodowacenia Europa pokryła się lasami. Wówczas też z Afryki przywędrowały pszczoły. Było to około 8–10 tysięcy lat temu. Systematycznie zasiedlały kontynent i przystosowały się do życia w lesie. Współżycie roślin i pszczół pozwoliło na ukształtowanie się puszczy o bogatym składzie gatunkowym. Bogactwo i różnorodność roślin zapewniło pszczołom pożytek od wiosny do jesieni. Dało to owadom doskonałe warunki do życia. Z braku innych miejsc do założenia gniazda pszczoły zasiedlały dziuple w drzewach. Człowiek pierwotny bacznie obserwował przyrodę i wiele się od niej uczył. Prawdopodobnie polując na niedźwiedzie i obserwując ich zachowanie znalazł pszczoły i odkrył miodek. Początkowo ludzie wykradali  plastry z miodem niszcząc przy tym gniazdo. Miodu z plastrów nie odwirowywano, lecz żuto. Znajdujący się w plastrach czerw był źródłem cennego białka. Z czasem jednak zaczęto ochraniać znalezione roje, a nawet drążyć w drzewach nowe dziuple i zasiedlać je pszczołami. Tak narodziło się bartnictwo. Największy jego rozkwit przypada na XVI i XVII wiek. W tym okresie bartnictwo traktowane było jako  zawód dziedziczny. Bartnicy lub, jak ich również nazywano bartodzieje zakładali barcie najczęściej na dębach lub sosnach w miejscu, gdzie pień osiągał średnicę co najmniej metr. Wykuwanie dziupli w drzewie nazywano dzianiem barci. Wykorzystywano również kłody bartne. Były to odcięte kawałki pnia z zawalonych drzew z naturalną dziuplą. Kłody takie zawieszano na drzewie. Ponieważ miód był łakomym kąskiem nie tylko dla ludzi do barci często zakradały się niedźwiedzie. W celu ochrony gniazda montowano tzw. samobitnie. Była to kłoda zawieszona na linie, która po odepchnięciu wracała i zrzucała misia z drzewa. Z czasem kłody bartne przestano wieszać na drzewie, ale były one ustawiane na ziemi. Grupa kilku takich barci tworzyła pasiekę leśną. W XVIII wieku wiele czynników złożyło się na powolny zanik bartnictwa. Rozwój przemysłu spowodował, że produkcja cukru stała się dużą konkurencją dla miodu. Wiele złego wyrządziły zabory. Karą za udział w powstaniu był zakaz wstępu bartników do lasu i nakaz likwidacji barci. Pasieki leśne trudno było ochronić przed zwierzętami i rabunkiem. Zaczęto więc kłody bartne ustawiać w pobliżu domostw. Tak rozwinęło się pasiecznictwo przydomowe. W XIX wieku pojawiły się ule ramowe, które dały początek pszczelarstwu. Był to jednocześnie koniec bartnictwa.

Obecnie pszczelarstwo ma ogromny problem z masowym wymieraniem pszczół. Jest wiele przyczyn tego zjawiska, a za każde odpowiada człowiek. Zanieczyszczenie środowiska, środki ochrony roślin (stosowanie pestycydów w większych dawkach niż zalecane i nie przestrzega okresu karencji, czyli okresu ochronnego dla pszczół), wzrost liczby przekaźników radiowych, zmiany klimatu, monokultury rolne, brak miedz i zadrzewień śródpolnych, nadmierne nawożenie azotem, chwastobójcze herbicydy powodujące ubożenie gatunkowe siedliska i wiele innych czynników. Powstały dwie przeciwstawne koncepcje pomocy pszczołom. Z zachodniej Europy przyszła moda na pszczelarstwo miejskie. Zwolennicy zachwalają miejski miód tak różny w smaku i kolorze. Kropelka nektaru jest wielkości główki szpilki. Na 1 litr miodu pszczoły muszą przynieść 3 kg nektaru, zależnie od gatunku nawet z kilku milionów roślin. W ciągu roku rodzina pszczela zużywa ok. 100 kg miodu i 35 kg pyłku, dopiero nadwyżkę może wziąć człowiek. Aby zaspokoić potrzeby pokarmowe rodzina pszczela potrzebuje ciągłego pożytku od marca do października. Baza pożytkowa roślin musi dostarczać  pyłku oraz nektaru. Niektóre miasta dbają o swój wygląd i obsadzają skwery i parki kwiatami. W innych można spotkać barwne kompozycje złożone z drzew i krzewów z nielicznymi kwiatami. Na balkonach często rosną najnowsze trendy mody w ogrodnictwie, czyli rośliny o pełnych kwiatach, które niestety nie nektarują. Ile rodzin pszczelich tak naprawdę może przeżyć w mieście przy tak ograniczonej ilości roślin? Kilka klombów kwiatowych i niewielkie zadrzewienia - czy to wystarczy, aby rozwijać w mieście pszczelarstwo?

Miasto jest tzw. wyspą ciepła. Oznacza to, że w aglomeracjach miejskich panuje wyższa temperatura i mniejsza wilgotność powietrza niż poza ich obrębem. Dodam tu jeszcze zmiany w klimacie i przytoczę przykład z zeszłego roku, kiedy to w okresie kwitnięcia lip panowały wysokie temperatury. Wówczas kropelki nektaru tak szybko wysychały, że pszczoły niewiele go zebrały. Zwolennicy pszczelarstwa miejskiego chętnie chwalą się zebranym miodem lipowym, lecz o takich faktach raczej nie wspominają. Można oczywiście podkarmiać pszczoły syropem cukrowym w okresach niedostatku pożytku, ale nie wpływa to dobrze na rozwój rodziny. Za argument przemawiający na korzyść pszczelarstwa miejskiego podaje się brak pestycydów w mieście. Nie można bronić rolników – nadużywają różnych chemicznych środków ochrony roślin i nie przestrzegają okresu karencji dla pszczół. Ale czy tak samo nie postępuje wielu działkowców? Od zawsze w środowisku życia człowieka występowały komary. Każdy narzeka, że bzyczą, że kąsają, ale czy w naszych warunkach geograficznych komary stanowiły jakiś większy problem? Do tej pory nie, aż tu nagle okazało się, że bez pryskania parków, skwerów, plaży, miejscowości turystycznych nie możemy już  żyć. Mieszkańcy miast żądają oprysków przeciw komarom. A czy te środki działają wybiórczo? Czy nie zabijają też i innych owadów? Jak wiadomo pszczoły pełnią w środowisku ważną rolę zapylaczy. Zapylenie konieczne jest do powstania owoców, a w miastach tak naprawdę ważne jest, aby rośliny pięknie kwitły, miały ciekawy kształt, barwę, ale nie koniecznie muszą owocować. Trzmiele nie lubią daleko odlatywać od swoich gniazd, więc skwery obsadzone kwiatami są dla nich idealnym miejscem do życia. Długość efektywnego lotu pszczoły miodnej to 2 - 3 km. Jest to ważne przy stale ubożejącej zieleni miejskiej. Wiele razy obserwowałam powrót pszczół do ula. Obładowane pyłkiem, nektarem lecą nisko, często odpoczywają. Ilu owadom uda się ominąć autobusy, samochody ciężarowe, tramwaje? A tu jeszcze jedna niespodzianka. Trzeba wznieść się w górę i wlecieć na dach. Czy naprawdę musimy tym tak ciężko pracującym owadom utrudniać życie? A może lepszym rozwiązaniem jest powrót pszczół do lasu? Od wielu lat w gospodarce leśnej następują pozytywne zmiany. Monokultury sosnowe zastępowane są lasami mieszanymi. Z czasem wytwarzają się fitocenozy o bogatym składzie gatunkowym. W niektórych nadleśnictwach jak Augustów, Browsk, Supraśl, Maskulińskie, Spała, Kozienice wdrażane są programy mające na celu odtworzenie bartnictwa. Leśnicy wprowadzają rodziny pszczele do lasu zakładając barcie lub wydzielają kąty bartne. Są to miejsca, w których pszczelarze mogą zostawiać swoje pszczoły na czas zbioru pożytku. Pszczelarze początkowo sceptycznie podchodzili do bartnictwa obawiając się konkurencji. Jednak bartnictwo ma na celu pomoc pszczołom, a nie produkcję miodu. Wprowadzenie pszczół do lasu jest szansą dla nich na przetrwanie w zdrowym, czystym środowisku. Pozornie wszyscy kochają pszczółki, ale leśnicy spotkali się już z różnymi utrudnieniami przy wprowadzaniu bartnictwa. W Augustowie usłyszeli zapytania: kto będzie odpowiadał za pożądlenia? Obecnie w naszej kulturze rzadko można spotkać osobę, która nie używa kosmetyków. Intensywne, nienaturalne zapachy drażnią pszczoły. To tylko kwestia czasu, kiedy pszczelarze miejscy usłyszą takie samo pytanie. Zamiast więc przysparzać pszczołom kolejnych problemów pomóżmy im odbudować populację w ich naturalnym środowisku. Będzie to z pożytkiem i dla ludzi i dla przyrody.

tekst i zdjęcia: Dorota Maciąg