Kalendarium ostatnich zdarzeń:

- lipiec 2016 r. ranna sarna potrącona przez samochód na Szydłowieckiej uciekła Nadrzeczną w kierunku Wośnik ( wspólnie z innymi pracownikami i mieszkańcem Szydłowieckiej prawie udało nam się zagonić zwierzę na teren muzeum, niestety kierowca jadący z naprzeciwka nie zatrzymał się i sarna odbiła w drugą stronę);

- marzec/kwiecień 2017 r. zabita sarna przez samochód na Potkanowskiej 50 m od skrzyżowania ze Starokrakowską;

- 16 maja 2017 r. łoś w muzeum, godz. 17.00;

- 30 maja 2017 r. dwa łosie w niewielkim odstępie czasowym przeskakują ogrodzenie muzeum i przechodzą na Szydłowiecką, godz. 07.15;

- 31 maja 2017 r. na trasie od Gozdu do muzeum naliczyłam 6 zabitych jeży i wiewiórkę.

Nie wspominam tu o mniejszych dziko żyjących zwierzętach – ptakach, płazach, gadach i innych, które coraz częściej giną na drogach.

Od czasu kiedy uległo zniszczeniu ogrodzenie od strony Kosowa w muzeum stale bywają: sarny, łosie, dziki, lisy.

Kłopot jest ze zdjęciami, są to relacje innych osób, a oni reagują różnie:

- ochroniarz na widok łosia zwiał na drzewo,

- sprzątaczka popadła w zachwyt wychodząc rano z budynku Ekonomi na widok paradującego przed nią łosia, zapomniała z wrażenia zrobić zdjęcie,

- w zeszłym roku wezwano myśliwego do zabicia dzika, ponieważ ludzie zaczęli panikować i z igły robić widły - dziczek był jeden, nie za duży widziałam go na kamerach, ale jeden z ochroniarzy widział lochę z pięcioma małymi, zżarł cebulki tulipanów na klombie i grzecznie spał za dnia w starym korycie Kosówki, ale wszyscy czuli się zagrożeni,

- pan przed którego samochodem wyskoczył łoś podjechał do muzeum, żeby nam powiedzieć, że uciekły nam z muzeum łosie.

Dorota Maciąg