Ostatnio byłam na seminarium w Mariówce za Przysuchą. Jeden z wykładów dotyczył programu nasadzeń roślin miododajnych w miastach. Zachwycony pomysłem był burmistrz Przysuchy i popierali pomysł pszczelarze, czy jestem zdziwiona? Ja mam na ten temat troszeczkę odmienny pogląd.

Obecnie dużo się mówi o groźbie wyginięcia pszczół i skutków dla człowieka. Pszczoła środkowoeuropejska objęta jest od 30 lat programem ochrony zasobów genetycznych. Jest to rasa najlepiej przystosowana do naszych warunków klimatycznych. Pszczoła miodna zapyla 90% roślin, resztą zajmują się trzmiele, pszczoły samotnice, motyle i inne. Tak więc, jeżeli zabraknie pszczół z naszego jadłospisu zniknie 1/3 spożywanych obecnie produktów. Rozwój cywilizacji przyczynia się do spadku ich liczebności. Wiele jest pomysłów, jak temu zaradzić. Olbrzymie znaczenie mają tu uprawy roślin miododajnych, pozostawianie zadrzewień śródpolnych z ziołoroślami oraz zmniejszenie ilości oprysków chemicznych roślin. Duży problem stanowią anteny nadawcze, gdyż zaburzają one nawigację pszczół i uniemożliwiają im powrót do ula. Coraz większą popularnością cieszą się programy nasadzeń roślin miododajnych w miastach. Te akcje spotykają się z aprobatą pszczelarzy. Na pewno wspaniałym pomysłem jest powrót do zakładania ogródków kwiatowych i propagowanie sadzenia roślin miododajnych na wsiach i małych miejscowościach. Rozumiem dobre intencje pomysłodawców, ale czy przynosi to oczekiwany skutek w dużych miastach? Wydanie pieniędzy na sadzenie roślin w celu uzyskania walorów estetycznych i upiększenie miast jest słuszną ideą. Ale czy w ten sposób ratujemy pszczoły miodne? Przede wszystkim w mieście nie wolno hodować pszczół. Są odpowiednie przepisy określające jakie warunki należy spełnić, aby zlokalizować pasiekę lub nawet jeden ul. Musi być zachowana bezpieczna odległość od sąsiadów i wysokie ogrodzenie zmuszające owady do wysokich lotów. Zapobiega to pożądleniu. Tak więc pszczelarze nie mają możliwości utrzymywania pszczół w miastach. Efektywna praca pszczoły to lot nie dalej niż 3 km od pasieki. Może się niestety zdarzyć, że do miast zwabi ich duża ilość pożytku. Czy nektar zebrany z roślin rosnących przy ruchliwych ulicach jest na pewno pożądany przez pszczelarza? Nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę, że samochody jeżdżą na paliwie bezołowiowym, to jest jeszcze cała gama innych zanieczyszczeń. No i trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. Żaden owad nie ma szans przeżycia w zderzeniu z samochodem, nawet jeśli będzie on jechał bardzo wolno. Jaką więc szansę na przeżycie ma pszczoła wracająca do pasieki z pyłkiem lub nektarem? Albo te, które będą chciały przelecieć z jednego drzewa na drugie drzewo po przeciwległej stronie ulicy? Obciążone zebranym pożytkiem nie są w stanie wysoko lecieć, więc zginą na szybach samochodów. Dlatego do wszystkich pomysłów nawet tych najlepszych należy podchodzić z rozwagą. Wszystko ma jednak dobre i złe strony. Zaletą sadzenia roślin miododajnych w miastach jest to, że stanowią one bazę pożytkową dla dzikich zapylaczy mieszkających w miastach. Trzmiele mieszkają w ziemnych norkach. Jeżeli mają w pobliżu wystarczającą ilość pokarmu nie są zmuszone do dalekich lotów. Można im dodatkowo pomóc budując dla nich różnego rodzaju schronienia. Będą żyły jak w raju...

Dorota Maciąg