Wśród przeróżnych kwalifikacji pór roku najbardziej przemawia do mnie podział na te termiczne. Podział jest dość prosty, gdy średnia dobowa temperatura wynosi poniżej 0oC  mamy zimę, gdy wzrasta od 0oC do 5oC przedwiośnie, a od 5oC do 15oC to już wiosna. Gdy temperatura przekracza 15oC rozpoczyna się lato, spadek poniżej owych 15oC oznacza nadejście jesieni. Spadek poniżej 5oC to już przedzimie. Czyli mamy ich 6 a nie tak jak w kalendarzu cztery. Może dlatego do mnie przemawiały, że w naszych warunkach( na podstawie obserwacji wieloletnich) jesień zaczynała się 01 września. Przez znaczącą część mojego życia faktycznie pokrywało się z moim doświadczeniem życiowym i prozaicznie oznaczało koniec letniej wolności i powrót do ławy szkolnej. Ostatnie lata przynoszą jednak ciągłe zmiany granic termicznych pór roku, kiedy się one ustabilizują Stwórca lub matka natura raczą tylko wiedzieć. W tym roku wygląda na to, że definitywnie z latem pożegnamy się w mijającym weekendzie, to o ponad dwa tygodnie później niż przez większość mojego życia. Jakby na potwierdzenie tych słów w sobotę nad Wisłą Radomską (od ujścia Kamiennej do ujścia Pilicy) nieprzerwanym potokiem płynęły na południowy zachód klucze żurawi. W ciągu kilku godzin na wysokości Zajezierza i Dęblina można zobaczyć ich było ponad 5 tysięcy, w kwietniu równie obfity przelot odbywał się w przeciwnym kierunku. Przyznam się, że z pewnym niepokojem oczekuję zimy i nie jestem pewien czy usłyszę ten jakże charakterystyczny dla tej pory roku dźwięk zderzających się z sobą kier, pomiędzy którymi nurkują gągoły, tracze nurogęsi i jakże piękne tracze bielaczki, a czasami lodówki bądź nawet uhle i markaczki, lub parujące o świcie oparzeliska na skutej lodem królowej polskich rzek.

Jacek Słupek