W ostatnich latach ukazuje się mnóstwo wydawnictw o tematyce przyrodniczej, m.in. różne atlasy, przewodniki i albumy ze zdjęciami. Przedstawiane są w nich klejnoty przyrody, zarówno ze świata roślin jak i zwierząt. Jest też gatunek, którego nie może zabraknąć w większości z takich wydawnictw. To pająk – tygrzyk paskowany Argiope bruennichi. Pamiętam jak w latach 90-tych ubiegłego wieku, będąc na comiesięcznym spotkaniu oddziału warszawskiego PTEnt (Polskiego Towarzystwa Entomologicznego), pan Tadeusz Plewka przyniósł w słoju tygrzyka. Oglądaliśmy z zaciekawieniem tego kolorowego pająka, bo jak dotąd nikt z obecnych wcześniej go nie widział, a ten oryginalnie ubarwiony pająk, był uważany za olbrzymią rzadkość w Polsce...

Niedługo po tym, sam, ku własnej olbrzymiej radości,  miałem przyjemność, spotkać się w naturze "oko w oko" z tygrzykiem, na obrzeżach Lasu Kapturskiego. Wkrótce potem, prawie każde wyjście "w teren" owocowało nowymi obserwacjami tego gatunku. Nie trzeba go było specjalnie szukać, ale był już tak liczny, że trudno było go nie zauważyć. Rozpoczął się też się” monitoring” tego gatunku. Na początku sporadyczne, później coraz częstsze obserwacje, zbierane i gromadzone przez amatorów, przyrodników i organizacje przyrodnicze.

Było z historią ekspansji tygrzyka trochę tak jak obecnie z modliszką, która z nieco mitycznego, rzadkiego gatunku powoli staje się normalnym składnikiem naszego środowiska.
Podobieństw tygrzyka i modliszki jest więcej, chociażby to, że znacznie mniejsze samce tak jednego jak i drugiego gatunku w akcie kopulacji czasem tracą życie. Tygrzyk paskowany to piękny pająk, przepaskami na ciele przypomina drapieżnego tygrysa, lub osę. Gdy trącimy jego sieć, spada na nici asekuracyjnej w trawy i nieruchomieje – jednak nie mamy wątpliwości czyja to pajęczyna. Sieć tygrzyka posiada szew wzmacniający w kształcie zygzaka. Pająka nie widzimy, ale on tam jest, czeka w trawach, a o jego obecności mówi pozostawiony podpis na sieci, ślad w postaci zygzaka... niczym znak Zorro.

Marek Miłkowski
(Za cenne uwagi wykorzystane w tekście dziękuję dr. Robertowi Rozwałce)