W Polsce nieliczny ptak lęgowy o bardzo dobrym maskującym ubarwieniu. Już od kwietnia wykonują widowiskowe loty godowe. Samiec wzbija się w powietrze zataczają koła i spirale, a następnie pikuje w dół z rozłożonymi w kształcie wachlarza sterówkami. Wydaje przy tym charakterystyczne dźwięki. Długo myślano, że wydobywają się one z gardła kszyka. Okazało się, że pochodzą one właśnie z rozłożonych wibrujących w powietrzu sterówek.

Kszyk pokazał mi, że czasem dobre przygotowanie do fotografowania danego gatunku to nie wszystko. Często przypadek i łut szczęścia również jest potrzebny. W maju 2012 roku zlokalizowałem przy niewielkim oczku wodnym dwa osobniki. Obserwowałem je kilka dni i znałem na pamięć miejsca, gdzie lubią żerować. W kolejne dni leżałem tam zamaskowany, ale ptaki żerowały kilkanaście metrów ode mnie. Musiałem zrezygnować i pogodzić się z porażką.

Dwa miesiące później byłem na zasiadce na łęczaki. Stałem nieruchomo w pływającej czatowni i czekałem na modele. W pewnej chwili usłyszałem znajomy dźwięki i nagle metr przede mną na ściętych trzcinach wylądowały trzy kszyki. Zamarłem na chwilę, uspokoiłem nerwy i powoli zacząłem celować obiektyw na jednego, który wylądował centralnie przede mną. Na nic moje starania, zero ostrości! Obiektyw ostrzy od 3,5 metra, a kszyk stał i żerował najwyżej 1, 5m ode mnie. Pierwszy raz w życiu zacząłem prosić ptaka w myślach, żeby odsunął się ode mnie! Ponad godzinę czekałem, ale udało się. Cierpliwość opłacała się, moje prośby zostały spełnione.

tekst i zdjęcia Tomasz Kuna