Poranek w Radomiu był mglisty i takiej pogody spodziewaliśmy się również w oddalonej o ok. 20 km dolinie Modrzejowianki. Stawy hodowlane w Modrzejowicach przywitały nas gęstą mgłą. Chociaż niewiele było widać to uznaliśmy, że i taka aura ma swój urok. Ptaki w przeciwieństwie do ryb wydają głosy, tak więc mieliśmy świadomość, że stawy nie są niezamieszkane.

O godzinie 10 słońce usiłowało przebić się przez mgłę, jednakże próby te nie były owocne. Ok. 11-tej udało się i mgły stopniowo ustąpiły. O tej porze już opuściliśmy stawy, docierając nad podmokłą łąkę. Pierwsze promienie słońca wybudziły z letargu samicę czerwończyka nieparka, która nieśmiało odwiedzała łąkowe kwiaty. Od tej chwili buty większości z nas na przemian wysychały w upalnym słońcu, to znów tonęły w bagnistym gruncie...

Część drogi przebyliśmy przez wieś Modrzejowice, co chwilę przyglądając się drewnianym domom, podwórzom i zabudowaniom gospodarczym dla których czas zatrzymał się w połowie XX wieku, a może i wcześniej.

Opuszczając wieś znów weszliśmy na podmokłe łąki; szliśmy wzdłuż drobnych cieków – dopływów Modrzejowianki, łęgów, przechodzących w grądy i ubogich borów sosnowych by ponownie dotrzeć do stawów hodowlanych. W naszej wędrówce zatoczyliśmy koło.

Byliśmy nieco zmęczeni ale jednocześnie zadowoleni, bo udało nam się poczynić ciekawe obserwacje przyrodnicze (kolonia lęgowa czapli siwej), spotkaliśmy też ciekawych ludzi, którzy w barwny sposób opisują życie swej miejscowości (wątki: kryminalny i historyczny - czołg w bagnie).

Planujemy kolejne wycieczki terenowe i zapraszamy do udziału w nich.

tekst Marek Miłkowski
zdjęcia Dorota Wólczyńska