Wczorajszy wyjazd w dolinę Szabasówki pozwolił nam nieco poznać siedliska tego regionu, graniczącego z Górami Świętokrzyskimi. Wędrówkę zaczęliśmy od Wałsnowa, gdzie Szabasówka przepływa przez las łęgowy, przechodzący w ols. Zaskoczeni byliśmy sporą ilością stosunkowo starych olch i urokliwością starorzecza.

Mnóstwo tu śladów działalności bobrów, na brzegu rzeki pobłyskiwały ważki – świtezianki. Doszliśmy do miejsca gdzie starorzecze łączy się z rzeką i zostaliśmy zmuszeni do powrotu. Zadecydowaliśmy, że pójdziemy jednak w górę rzeki.

Pod mostem spotkaliśmy ślady wydry i powoli przedzieraliśmy się przez zarośla, pragnąc znaleźć się jak najszybciej na najbliższej łące. Podmokła łąka była bardzo ciekawa, chyba najciekawsza ze wszystkich siedlisk łąkowych jakie napotkaliśmy tego dnia. Dużo rdestu wężownika, piękne ostrożenie i kilka osobników czerwończyka nieparka.

Szliśmy wciąż wzdłuż rzeki, na przemian mijając łąki, torfowiska niskie i olsy. W rejonie Woli Lipienieckiej opuściliśmy wilgotne siedliska kierując się na północ. Jacek nasłuchiwał głosów ptaków. Teraz mijaliśmy pola uprawne, sady i niewielkie łączki.

Z ciekawszych napotkanych ptaków można by wymienić błotniaka łąkowego. Doszliśmy do linii kolejowej i wzdłuż torowiska kontynuowaliśmy wędrówkę. W niewielkiej, zabagnionej dolince usłyszeliśmy głosy ropuchy zielonej i kumaka. Łoskot pociągu towarowego przerwał te płazie rozmowy, czy też śpiewy...

Na nasypie kolejowym znaleźliśmy lisią norę. Resztki padliny zająca, kretów i kury zaświadczały o dobrobycie jej mieszkańców. Doszliśmy do przystanku kolejowego Wola Lipieniecka i tam po kilkuminutowym oczekiwaniu wsiedliśmy do pociągu KM, kończąc tym samym naszą wędrówkę.

Marek Miłkowski