Z nadejściem jesieni i zimy przy wielu oknach pojawiają się karmniki, które nie zawsze okazują się być pewną spiżarnią. Bo mamy przecież własne kłopoty i czasem nie uzupełnimy na czas kurczących się zapasów, a w nagłe załamanie pogody ta stabilność i pewność posiłku jest bezcenna czasami na wagę ptasiego życia.

Są jednak wokół nas miejsca gdzie przeświadczenie, że pokarmu będzie w bród jest nieomal 100%, a jest nim nasze miejskie wysypisko śmieci. Ściągają tu gatunki których daremno wypatrywać w śródmieściu bo i środowisko i nie to, a i rodzaj pokarmu jaki serwujemy (tradycyjna słoninka) zazwyczaj preferuje głównie sikorki no może czasami dzięcioły i pustułki.

Załamanie pogody w końcówce stycznia i na początku lutego przywiodło tu ponad 400 szpaków, kilkadziesiąt zięb, które wbrew większości swych współbraci nie wyemigrowało na cieplejsze popołudnie lub zachód.

Zgromadziła się tu też ponad setka trznadli i dwukrotnie więcej mazurków. Oczywiście nasze wysypisko to także jadłodajnia dla znaczącej części z liczącej ok. 16 000 osobników zimowej populacji gawrona i kawki. Tak znaczna liczba potencjalnych ofiar przyciąga i drapieżniki, myszołowy polują głownie na gryzonie, krogulec i gołębiarz preferują raczej ptasie ofiar.

Wraz z przyjściem cieplejszych dni pojawią się tu mewy w tym pewnie mewa białogłowa obserwowana. W roku ubiegłym regularnie od końca marca na naszym wysypisku i w swojej kolonii lęgowej na Wiśle, a późną jesienią w końcu listopada na pograniczu Austrii i Węgier nad jeziorem Nezyderskim, a Nowy Rok zastał ją pod Ankoną we Włoszech.

Z niecierpliwością więc czekamy.

Js.