Na przełomie kwietnia i maja pracowałem w Szwecji w miejscowości Märsta, blisko 30 kilometrów na północ od Sztokholmu. W weekendy i w wyjątkowo długie na tej szerokości geograficznej popołudnia chodziłem obserwować ptaki. W ten sposób poznałem kilka rezerwatów przyrody, z których pod względem ornitologicznym najciekawszy okazał się rezerwat Ströms, na zachodnim brzegu jeziora Fysingen.

Samo Fysingen jezioro ma powierzchnię "zaledwie" 4,9 km2 (jak na szwedzkie warunki, to raczej duża sadzawka), ale cieszy się ogromnym powodzeniem u szwedzkich ornitologów. Dość powiedzieć, że już pierwszego sobotniego przedpołudnia, kiedy jezioro było jeszcze pokryte niemal w całości lodem, spotkałem ponad 30 osób z lunetami na statywach i nierzadko lustrzankami z długimi obiektywami. Głównie nad tym jeziorem kręcony jest popularny w Szwecji telewizyjny program "Mitt i naturen" (Na łonie przyrody), nadawany kilka razy w tygodniu. Raz udało mi się nawet spotkać ekipę telewizyjną w czasie pracy. Rezerwat Ströms jest doskonale przygotowany na ten urodzaj obserwatorów. Wzdłuż jeziora rozmieszczone są punkty widokowe z ławeczkami, a na zboczach wyższych brzegów miejscami wycięto drzewa i krzewy, aby łatwiej prowadzić obserwacje. Przez szerokie trzcinowiska biegnie ścieżka wybudowana z drewnianych pomostów, długa na kilkaset metrów, w samym centrum zakończona dwukondygnacyjną wieżą widokową.

W toni jeziora Fysingen, o przeciętnej głębokości 2 metrów, żyje 10 gatunków ryb, ale największym przyrodniczym bogactwem są ptaki, których dotychczas stwierdzono tutaj 245 gatunków. Mnie udało się zaobserwować zaledwie ułamek tej mnogości. Mimo to "zaliczyłem" nad brzegami Fysingen cztery dla mnie zupełnie nowe gatunki: berniklę kanadyjską, berniklę białolicą, kulika wielkiego i perkoza rogatego. Te dwa ostatnie oczywiście można spotkać także w Polsce, ale jak do tej pory brakowało mi szczęścia.

Gęgawy i wspomniane bernikle kanadyjskie są tam tak pospolite, że po pewnym czasie przestałem na nie zwracać uwagę. Niezapomniane były chwile, kiedy mogłem obserwować polowania rybołowa na naprawdę duże ryby. Zadziwiająca była skuteczność polowań – każdy obserwowany przez mnie atak był udany. Na wyspie jeziora Fysingen było zajęte gniazdo bielika, mogłem go jednak obserwować dopiero po pożyczeniu od Szweda lunety. Odległość gniazda od brzegu była ogromna, a moja lornetka 10X50 bardzo często okazywała się w Szwecji nie wystarczająca. Podobnie jak zabrany w podróż aparat kompaktowy z 12-krotnym zoomem optycznym. Dlatego zdjęcia mają jedynie charakter dokumentacyjny.

Zbigniew Bąk