Niezwykle upalna końcówka poprzedniego miesiąca zachęciła nas do wędrówki wzdłuż rzeki. Wybór padł na Tymiankę, a raczej na jej dolinę którą zawsze obydwaj (niezależnie zresztą od siebie) chcieliśmy przejść lecz z braku czasu odkładaliśmy to na później. 27 lipca ruszyliśmy w ten dla nas nowy, lecz zarazem bliski teren bo widoczny każdemu z okien samochodu jadącego trasą nr 7 z Warszawy bądź do Warszawy w okolicach Jedlińska. Tak, więc pomimo pozornej bliskości od Radomia był to dla nas teren nowy. W przeciwieństwie do innych podradomskich rzek, dosyć słabo poznany, choć ważny przyrodniczo, bo znajdujące się na północy Bagno Siekluki stanowi węzeł, a raczej zwornik pomiędzy doliną Pilicy i Radomki, a sama dolina Tymianki jest po prostu ważnym w skali regionu korytarzem ekologicznym łączącym obie duże doliny rzeczne. To tędy niczym biegnącą równolegle krajową trasą nr 7 podróżują zwierzęta i rośliny. Dodatkowo to co widzieliśmy na mapach, a więc silne zabagnienie, liczne drobne dopływy i stosunkowo słabe zaludnienie obszaru zachęcało do odwiedzenia tego miejsca.

Wędrówkę rozpoczęliśmy od łąk kośnych w rejonie Pągowca i kierowaliśmy się na południe w kierunku torfowiska Siekluki. Łąki były użytkowane, niedawno koszone – wyglądały malowniczo, więc z napotkanej ambony myśliwskiej zamierzaliśmy je dokładniej ogarnąć wzrokiem. Niestety gniazdo szerszeni zmusiło nas do jej szybkiego opuszczenia. Historia ta powtórzyła się przy kolejnej, aczkolwiek bogatsi o kolejne doświadczenie najpierw sprawdziliśmy czy posiada ona już swoich lokatorów. Cali lecz bez zdjęć z panoramą torfowiska ruszyliśmy dalej. 

Łąki z koszoną trawą szybko przechodziły w nie koszone od kilku lat, a po kilkudziesięciu metrach musieliśmy przedzierać się przez zarośla kruszynowe. Było też coraz wilgotniej. Zarośla kruszynowe zastąpiły krzewiaste wierzby i rachityczne brzozy. Błotnisty rów zmusił nas do podjęcia decyzji o obejściu torfowiska i skierowaniu się do Tymianki. Torfowisko zostawiliśmy po lewej stronie – jeszcze przez około 2 godziny pozostawało w zasięgu naszego wzroku. Dochodząc do Tymianki spotkaliśmy krwiściąg lekarski, a po chwili latające motyle – modraszki Maculinea teleius. Motyl ten towarzyszył nam przez większość biegu rzeki.

Dwukrotnie też spotkaliśmy innego motyla "naturowego" – czerwończyka nieparka Lycaena dispar. Były to pierwsze osobniki pokolenia letniego. Tego dnia nie udało nam się zaobserwować czerwończyka fioletka Lycaena helle odnalezionego kilkanaście dni wcześniej w okolicach Jedlińska.

Na skraju miejscowości Żdżary spotkaliśmy potężnych rozmiarów wiąz. Szkoda, że martwy… Opodal znajdował się starodrzew wiązowy. Tu również liczne wiązy były martwe bądź zamierały. Było to najciekawsze siedlisko leśne na jakie natrafiliśmy nad Tymianką.

Było gorąco, obaj nie mieliśmy czapek na głowach… ponadto połowa z nas miała spuchnięte ręce, bąble na plecach i mdłości… Walcząc z upałem, komarami, bąkami oraz… pokrzywami dotarliśmy do Jedlanki. Dalej idąc drogami asfaltowymi i gruntowymi podziwialiśmy dolinę Tymianki – mieliśmy świadomość, że w tym dolnym odcinku rzeki, w olsach ukryte są liczne torfianki. Niestety zmęczenie nie pozwoliło nam zajrzeć na ich brzegi. W Jedlińsku odwiedziliśmy jeszcze tylko znane nam już stanowisko czerwończyka fioletka Lycaena helle, niestety skoszoną łąkę z kwitnącym wcześniej krwiściągiem i marząc o wodzie udaliśmy się do najbliższego sklepu. Potem czekając na "agatkę" obserwowaliśmy małomiasteczkowe klimaty…

JS i MM