W ubiegły piątek w Muzeum Okręgowym miały miejsce dwa ciekawe wydarzenia. Pierwszym było otwarcie wystawy "Życie pod Wodą 2010 – Leben unter Wasser 2010", drugim otwarte spotkanie Klubu Przyrodników Regionu Radomskiego.

Zdjęcia prezentowane na wystawie są finałowymi pracami nadesłanymi na konkurs Niemieckiego Związku Płetwonurków Sportowych. Udając się na wystawę można było więc oczekiwać głównie zdjęć stworzeń zamieszkujących wodne głębie kraju między Renem i Odrą, tymczasem zdecydowanie dominują ujęcia z wód tropikalnych, widać nie tylko niemieccy emeryci preferują cieplejsze krainy. Zwierzęta środkowoeuropejskie – występujące również nad Wisłą – są reprezentowane m.in. przez suma, traszkę grzebieniastą, żabę zieloną, szczupaka i kaczkę krzyżówkę. Zdjęcia mieszkańców ciepłych wód przyciągają jaskrawymi kolorami i ciepłym światłem. Ujęcia nagich morskich ślimaków, rybki z gatunku błazenek – znanej z filmu "Gdzie jest Nemo?" wręcz zaskakują  ferią barw. Oprócz takich ujęć mamy na wystawie sporo zdjęć zwierzaków mniej znanych i sportretowanych w nietypowych pozach  np. morską syrenę bawiącą się liną okrętową czy portret  dziwaczonokształtnej mątwy. Zapada w pamięć dramatyczna scena w roli głównej z drapieżną rybą jaszczurnicą – nazwa adekwatna do wyglądu – która trzyma w paszczy, okrągła jak piłeczka pingpongowa, rybkę rozdymkę. W podobnym ujęciu, ale tym razem z naszej strefy geograficznej, oglądamy szczupaka tuż po udanym polowaniu. Na wystawie nie brakuje również portretów znanych i często oglądanych w filmach i albumach przyrodniczych mieszkańców wód tropikalnych: rekinów, delfinów i żółwi morskich. Wrażenie na odwiedzających może zrobić  sprzęt do nurkowania, szczególnie skafander z początku ubiegłego stulecia.

Godzinę po otwarciu wystawy udaliśmy się dwa piętra wyżej i przenieśliśmy się w krainę nie mniej egzotyczną i nie mniej odległą niż tropikalne morza. Jacek Tabor opowiedział o swojej przyrodniczej wyprawie do Mongolii. Głównym tematem opowieści była przyroda, głównie ptaki, tej stepowej krainy, ale nie zabrakło informacji dotyczących zwyczajów, kultury, gospodarki i dnia codziennego potomków Czyngis-chana. Mogliśmy oglądać zdjęcia tradycyjnych jurt, buddyjskich klasztorów, świętych miejsc i zawodów zapaśniczych. Trudno wprost uwierzyć, ale główna autostrada tego ogromnego kraju jest miejscami ciągle zwykłą szutrową drogą, a  głównym środkiem transportu mieszkańców poza miastami ciągle pozostaje wierzchowiec. Jacek pokazywał wiele zdjęć bezkresnych mongolskich stepów, dzikich rzek i malowniczych gór. Przekonywał, że tak pięknych i dziewiczych krajobrazów nie widział do tej pory nigdzie na świecie i – patrząc na kolejne zdjęcia – trudno było odmówić mu racji. Wśród awifauny tej krainy trafiają się ptaki bajecznie kolorowe, jak kazarka czy żuraw bialoszyi i stepowy. Drobne ptaki nie występują tam w takim zagęszczeniu jak na Nizinie Mazowieckiej, ale ilość gatunków i liczebność ptaków szponiastych robi wrażenie. Dowiedzieliśmy się, że miejscowi darzą  szacunkiem orły i sępy, dlatego te ptaki  są mało płochliwe i łatwe w obserwacji, to, swoją drogą, rzecz prawie  nie do wyobrażenia w naszym kraju. Slajd za slajdem mogliśmy podziwiać wyjątkowe ujęcia orzełków, orłów przednich i stepowych, sępów kasztanowatych, myszołowów mongolskich, bielików wschodnich, kań syberyjskich, kobczyków amurskich, rarogów i kobuzów. Smutną część relacji stanowiła opowieść o tragicznym wypadku, któremu uległ podczas wyprawy brat Jacka, znakomity fotograf przyrody, Artur Tabor.  

Półtoragodzinna fotograficzna podróż połączona z fachowym przyrodniczym komentarzem Jacka minęła niepostrzeżenie. Ze stepów Mongolii wróciliśmy dzięki drugiej prelekcji do przydomowych ogródków i podwórek radomskich. Ostatnim akcentem wieczoru było omówienie akcji obrączkarskiej. Rekapitulacji dokonał pomysłodawca i główny wykonawca akcji Paweł Malczyk. Paweł przedstawił mapkę z miejscami obrączkowania i listę zaobrączkowanych gatunków. Najczęściej chwytanymi okazały się bogatka, dzwoniec i modraszka. Na drugim biegunie był m.in. kowalik, dzięcioł duży, szczygieł, sójka oraz sikory uboga i czarnogłówka. Dzwońce, bogatki i krzyżówki obok tradycyjnych metalowych obrączek otrzymują obrączki plastikowe, które można odczytać przez lornetkę, a w przypadku krzyżówki nawet gołym okiem. Liczymy, że mieszkańcy Radomia włączą się w akcję odczytywania obrączek. Formularz i więcej szczegółów na temat akcji można znaleźć na stronie głównej.

Spotkanie trwało ponad dwie godziny i zakończyło się po godzinie po 20.00. Zarówno wystawę jak i spotkanie Klubu można zaliczyć do udanych. Co ważne, oprócz świetnych zdjęć i ciekawych wystąpień dopisali również goście, na sali byli obecni przedstawiciele radomskich instytucji i stowarzyszeń: Centrum Edukacji Ekologicznej, Radomskiego Towarzystwa Fotograficznego, Stowarzyszenia Przyjaciół Zwierząt – 4 Łapy i Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych. Mamy nadzieję, że na kolejnych spotkaniach zaowocuje to dyskusją i współpracą w sferze ochrony dziedzictwa przyrodniczego. Zapraszamy na kolejne spotkanie, które odbędzie się tradycyjnie w pierwszy piątek miesiąca. Możemy zdradzić, że i tym razem będziemy mówić zarówno o sprawach radomskich, jak i usłyszymy relację z egzotycznego zakątka świata.  

tekst Ł S
zdjęcia Krzysztof Pawlak, Jacek Słupek, Dorota Wólczyńska