Mewa czarnogłowa Larus melanocephalus. Obserwowanie tej południowej – jak sugeruje choćby jej angielska nazwa (Mediterranean Gull) – mewy, dla wielu spośród nas jest miłą niespodzianką, nieodmiennie wywołującą "odruch dokumentacyjny". Sięgamy po telefon komórkowy, aparat (zwany z niemiecka Idioten Kamera), "wypasioną" lustrzankę i strzelamy – pojedynczymi strzałami komórek i "małpek" lub seriami z szybkostrzelnych lustrzanek.

Wyobrażamy sobie jednak mewę czarnogłową w Polsce jeszcze kilkanaście lat temu... Szczęśliwie nie muszę sobie tego wyobrażać. Widziałem!!! Pewnego weekendowego dnia w połowie lat osiemdziesiątych, obserwując ptaki na terenie zwanym dzisiaj Wyspy Zawadowskie zauważyłem latającą nad największą wyspą dziwną "śmieszkę".

Śmieszka jak śmieszka: niewielka, czarnogłowa mewa. Ta jednak miała cale skrzydła białe! Dzisiaj pomyślelibyśmy sobie: "O! Czarnogłowa!". W tamtych czasach tylko najodważniejsi obserwatorzy ptaków pozwoliliby sobie na tak śmiałe podejrzenie. Podzieliłem się nim wówczas z towarzyszem moich wypraw, kartografem i miłośnikiem ptaków. Najpierw spojrzał na mnie szacując stan mojej psychiki i ew. zgubne oddziaływanie chmielu, a dopiero potem wrócił do lunety i odszukał fruwającego ptaka. Gdy już wróciła mu mowa krzyknął – "żartujesz!". Nie żartowałem. Tego dnia stwierdziliśmy 4 i pół pary mew czarnogłowych. Dwa tygodnie później na tym samym wiślanym brzegu spotkaliśmy się w szerszym gronie.

Dołączyli do nas znany wszystkim ornitologom Marek Keller (wtedy świeżo upieczony doktor nauk) i znany wszystkim sekretarz Komisji Faunistycznej Jerzy Desselberger. Bez kłopotu ustaliliśmy, że mewy czarnogłowe latają nad wyspą. Obrączkarska ekspedycja przeprawiła się pontonem przez rwący nurt. Nadaremnie. Sezon lęgowy mew na wyspie już się skończył.

Mewa czarnogłowa jest dzisiaj naturalnym, choć ciągle niepospolitym elementem polskiej fauny ptaków. Zawsze jednak gdy ja widzę, uśmiecham się – pod coraz jaśniejszym wąsem. To ptak, którego pochód na północ obserwowałem osobiście od samego początku.

Tekst i fot. Maciej Szymański