Skowronek to ptak wyjątkowy. Należy do elitarnej dwójki gatunków, które praktycznie każdy mieszkaniec naszego kraju rozpoznaje po śpiewie (drugim jest w moim przekonaniu kukułka – śpiewak przez małe "s").

Co więcej, większość ludzi zna skowronka wyłącznie jako jego głos i co najwyżej jako małą skrzydlata plamkę, którą wypatrzyli – nie bez trudu – na niebie. Cóż zatem jest tak niezwykłego w skowrończym głosie? Zastanawiając sie nad tym, na wszelki wypadek raz jeszcze przesłuchałem dostępne nagrania i... nic. Głos jak głos: piękna, skrząca sie kaskada dźwięcznych dzwonków. O gustach nie zamierzam dyskutować, ale każdy chyba przyzna, ze wskazałby inny ptasi głos, który nie tylko dorównuje uroda skowrończemu, a często przewyższa go. Pamiętamy czarne myśli jakie naszły Tuwimową słowikową, kiedy mąż spóźniał się do domu. Podejrzewała, że został napadnięty nie przez kogo innego, a właśnie przez skowronka i jego bandę skowroniątek, którzy przez zazdrość "srebrny głosik skradli".

O popularności skowronkowego przeboju przesadza zatem nie sama jakość melodii i tekstu, lecz okoliczności w jakich jest wykonywany. Lansując swoje piosenki skowronek wykorzystuje kilka przemyślanych socjotechnik. Po pierwsze zaczyna promocje juz w czasie, gdy inni śpiewacy dopiero zastanawiają sie, czy nadszedł czas, aby opuścić ciepłe kraje. Ludowe porzekadło głosi, że "święta Agnieszka (21 stycznia) wypuszcza skowronka z mieszka". Nad pustymi polami, gdzie nierzadko zalegają jeszcze płaty śniegu, w słoneczny dzień można już usłyszeć dźwięczną piosenkę. O tej porze roku mamy zdecydowanie dość zimy i taki zwiastun wiosny bardzo dobrze odpowiada na naszą tęsknotę za wiosna.

Gdy już nadejdzie wiosna i codziennie o świcie rozbrzmiewają wspaniałe ptasie chory, przeciętny mieszkaniec naszego kraju śpi snem sprawiedliwego. Kiedy się wreszcie obudzi, najlepsi ptasi śpiewacy zajmują się codzienną krzątaniną, w której śpiew nie jest zajęciem pierwszoplanowym. Nie dotyczy to jednak skowronka. Mocne promienie południowego słońca w niczym nie zakłócają jego dźwięczącej pieśni, która wypełnia nasze uszy. Nie przez przypadek domorośli psycholodzy dzielą ludzi na "sowy" – ślęczących po nocach i niechętnych rannemu wstawaniu i "skowronki", którzy ożywają rano i działają wówczas, gdy słonce świeci na niebie. Szekspirowski Romeo (ten od Julii) mówił wprawdzie o skowronku "to, ów czujny herold ranku", można jednak zakładać, że również Romeo po nocnych amorach nie zrywał sie o rannej zorzy.

Jeszcze jedna okolicznością umacniającą skowronka na pierwszym miejscu ptasiej listy przebojów jest fakt, ze gdy wszyscy inni śpiewacy kończą sezon w czerwcu, skowronek (pospołu z trznadlem i pokląskwą – cóż za marna konkurencja) śpiewa nadal, nie przejmując sie letnim skwarem.

Oddajmy jednak honor samej piosence. Gdyby we wszystkich wymienionych okolicznościach do naszych uszu dobiegało krakanie wrony, z pewnością nie odbieralibyśmy go z taka sympatia jak skowrończe dzwonki. Jest w nich bowiem cos, co nastraja nas bardzo optymistycznie do życia. "Radosny jak skowronek" stało sie juz stałym związkiem frazeologicznym. Ze zdziwieniem natomiast odkryłem, ze "być w skowronkach" jako określenie radosnego uniesienia, to fraza całkiem młoda, która narodziła się dopiero po przeboju popularnego kiedyś zespołu Skaldowie "Cała jesteś w skowronkach". Widać jednak, ze autor słow, Leszek Andrzej Moczulski, kojarzył skowronka z radością. Z całą pewnością nie przez przypadek.    

Tekst i fot. Maciej Szymański