Nurogęś to ptak o nazwie wystawiającej na próbę poczucie językowe. Tak po polsku, jak i po łacinie, nazwa złożona jest z elementu związanego z nurkowaniem i drugiego, mówiącego, że mamy do czynienia z gęsią (choć wszyscy wiemy, że to kaczka o nietypowym, cienkim dziobie).

Jak dotąd nie ma tu żadnych wątpliwości językowych. Kiedy jednak weźmiemy pod uwagę, że jeszcze kilka lat temu, ten gatunek regularnie określano mianem "tracza nurogęsi" poczucie językowe już zaczyna niespokojnie strzyc uszami. Gdy jednak spojrzymy na pięknego samca, z jego kogucio-zielona głową, czarno-szarym wzorem na skrzydłach, karminowym (w dobrym świetle) dziobem, białym brzuchem, trąconym łososiowym różem i intensywnie pomaranczowoczerwonymi nogami, nasze poczucie językowe staje dęba i odmawia przeskoczenia tej przeszkody. Jak tu bowiem o takim wspaniałym okazie męskiego tracza mówić w rodzaju żeńskim, jak o jakiejś – za przeproszeniem – głupiej gęsi. Reguły językowe są jednak nieubłagane – nurogęś jest męski wówczas, gdy jest traczem, jeśli jednak "pozbawimy go tracza", nie mamy wyjścia – mówimy o TEJ nurkującej gęsi. Wprawdzie po cichu buntujemy się i często "zapominamy" o gramatyce, przez co przyglądamy się nurogęsiowi, a nie nurogęsi (komputer od razu podkreślił tego nurogęsia, a zostawił w spokoju nurogęś). Męskiej odmiany używają jednak tylko "ptasiarze" i w dodatku tylko ich cześć. Gdy za odmianę biorą sie laicy, nurogęś staje sie TĄ nurogęsią [Kopernik też była kobietą!]. Ciekawe, że gdy ten sam problem (tylko odwrócony pod względem gramatycznego rodzaju) mamy z dzierzbą gąsiorkiem, nasze poczucie językowe ani przez chwile nie zastanawia się. To jest TEN gąsiorek i nie zmieni tego faktu nieistotna okoliczność, że ON jest TĄ piękną, kolorową dzierzbą. "Jak go zwal, tak go zwal" warto jednak poświecić JEJ kilka słów.

Nurogęś znana jest dzisiaj każdemu obserwatorowi ptaków i wielu ptasim laikom, którzy spotykają ją – zwłaszcza zimową porą – jako białą kaczkę z czarną głową, pływającą po niezamarzniętych rzekach, jeziorach, stawach, a nawet parkowych sadzawkach. Jej przylot do Polski, jako ciepłego kraju, w którym można nawet spędzić zimę, to nic nowego. Na wybrzeżu spotyka się nawet stada liczące po kilkadziesiąt tysięcy nurogęsi. Ciekawsze są natomiast jej letnie pobyty w naszym kraju. Jeszcze niedawno nurogęś była ptakiem lęgowym tylko na północy i zachodzie naszego kraju. Dzisiaj jednak wyraźnie widać, że ruszyła wzdłuż dolin rzecznych na podbój pozostałych polskich ziem. Nie wiadomo czy pochód byłby tak szybki, gdyby nie zaoferowano jej dobrych stanic w budkach lęgowych. Pewnie jednak maszerowałaby bez względu na ludzkie wsparcie, gdyż są rejony, w których nurogęś obywa sie bez budek. Wystarczają jej "dziurawe wytwory" człowieka: rury, wyłomy w murach, poprzemysłowe rudery; wykroty pod korzeniami i nory, a przede wszystkim zadrzewione brzegi jezior. Drzewa musza być stare, bo tylko w takich zmieści się słusznych rozmiarów dziupla mogąca pomieścić zębatą kaczkę wielkości gęsi. Pamiętajmy, zatem że obserwując lęgowe nurogęsi na południowym wschodzie Polski – patrzymy na rozgrywająca sie przed naszymi oczyma historie podboju. Najeźdźca posuwa sie od Skandynawii ku południu, ale ciągle jeszcze zbyt wcześnie by mówić o potopie. Historia, którą w większości lepiej pamiętamy z filmowej wersji "Trylogii" lub serialowych "Czarnych chmur", aniżeli ze szkolnych ław, przypominała naszych (polskich i litewskich) nikczemników, którzy wsparli najeźdźców i okupantów z północy. Nie przejmujmy sie tym, tym razem nie ma nic zdrożnego w sprzysiężeniu się z najeźdźcą. Wszyscy dobrze wiemy, a na zdjęciach też można to dostrzec, że tracze swoją nazwę biorą od dzioba, wzdłuż którego krawędzi ciągnie się rząd ząbków przypominających drobnozębną pilę. Oczywiste? Prawie. Nie każdy dziś pamięta, ze tartaczna piła tnąca pnie drzew na surowe deski to "trak", a człowiek ją obsługujący to "pilarz", albo właśnie "tracz". Ząbki w dziobie ptasich traczy służą ponoć łatwiejszemu utrzymywania śliskich ryb. Nasi profesjonalni badacze z pewnością wiedza jakie to ryby. Szukając odpowiedzi na to pytanie dowiedziałem się – z podpowiedzi, które zaoferował nasz przyjaciel dr Google – że w Skandynawii, gdzie nurogęsi lęgną się w znacznie większych ilościach niż u nas, ich zdecydowanie rybna dieta koncentruje się na ciernikach i minogach. Stąd ponoć wziął się ciekawy obyczaj przegrzebywania dziobem dna rzek, jezior, fiordów..., w którym kryją się w dzień minogi.

Zapamiętajmy! Tę wersję menu nurogęsi propagujmy wśród hodowców ryb, dodając, że zjadają tez ślimaki, owady, a niekiedy również raki. Nie warto natomiast wspominać, ze nurogęsiom bardzo smakują również łososie i trocie "w wieku 20 cm". Nurogęś to piękny ptak nie gardzący sąsiedztwem człowieka. Obserwowanie go w akcji (a w akcji jest niemal bezustannie) jest pasjonującym zajęciem. Mimo jego dzisiejszej "pospolitości" zawsze przyciąga uwagę i nigdy nie zawodzi – nie może się znudzić.

Tekst i fot. Maciej Szymański