Od początku powstania Polskiej centrali obrączkowania ptaków w 1931 roku do chwili obecnej polskimi obrączkami zaobrączkowano blisko 3 i pól miliona ptaków. Co roku do tej liczby dochodzi kolejne kilkadziesiąt tysięcy ptaków.

A wszystko to za sprawą ornitologów i tych zawodowych i tych amatorów, którzy po przejściu jak niektórzy mówią piekielnie trudnego egzaminu otrzymują corocznie odnawialną licencję na obrączkowanie ptaków. Obecnie w Polsce jest około 260 takich osób. Obrączkując ptaki uzyskujemy wiele cennych informacji pomagających nam odpowiedzieć m.in. skąd, dokąd, którędy, kiedy i jak szybko migrują ptaki. Dla  niektórych państw to na tyle ważne pytania, że np. w Izraelu badania nad wędrówkami ptaków sponsorują siły zbrojne tego kraju. Wobec ostatnich doniesień dotyczących ptasiej grypy staje się jasne, że badania te nie tylko interesują wąską grupę badaczy. W Polsce badania nad migracjami koordynuje Zakład Ornitologii Polskiej Akademii Nauk, a wykonawcami są wspomniani obrączkarze, którzy zazwyczaj obrączkują niejako przy okazji prowadzenia swych prac badawczych lub wolontariusze realizujący konkretny projekt badawczy Zakładu (dawnej Stacją Ornitologiczną). Najwięcej ptaków obrączkuje się w ramach Akcji Bałtyckiej, która od początku lat 60-tych XX w. w okresie migracji wiosennych i jesiennych odławia ptaki na Mierzei Wiślanej, Helu oraz na wybrzeżu środkowym nad jeziorem Kopań.

Jeszcze w latach 80-tych w okresie studiów zostałem "akcjonariuszem" AB, później sam prowadziłem obozy ornitologiczne, na których obrączkowałem najmilsze memu sercu ptaki siewkowate (czajki, rycyki, biegusy, brodźce). Później praca zawodowa, obowiązki rodzinne nie pozwoliły mi na pobyty nad morzem, choć co roku wiosną i jesienią marzyłem o tym aby raz jeszcze znaleźć się na którymś z obozów ornitologicznych i choć na chwilę potrzymać w rękach ptaki, które pachną jeszcze Syberią. W tym roku choć co chwilę odkładaliśmy termin spakowałem siebie i starszego syna i pod koniec października znaleźliśmy się na Mierzei Wiślanej w miejscowości Skowronki na jednym z punktów obrączkowania ptaków Akcji Bałtyckiej. Punkt  mniej więcej w tym samym miejscu istnieje od 1960 roku. I jak co roku od 45 lat życiem obozu rządzą ptaki. To one wyznaczają okresy pracy i odpoczynku. Obóz znajduje się w niewysokim lesie sosnowym położonym na północnym brzegu Zalewu Wiślanego, wzdłuż lasu ustawiono ponad 50 sieci ornitologicznych, w które odławiane są ptaki. Wyłuskane z sieci ptaki przenoszone są w płóciennych woreczkach do stanowiska obrączkowania. Tu dokonywane są pomiary (biometryczne) m.in. długości skrzydła, dzioba, skoku, ogona, oceniany jest wiek i płeć ptaków a ponadto ich kondycja. Tą ostatnią ocenia się na podstawie otłuszczenia ptaków wykorzystując fakt, że żółta tkanka tłuszczowa jest dobrze widoczna pod cienką pergaminową nieomal skórką. Ptak jest również ważony i po zaopatrzeniu w obrączkę dostosowaną do gatunku (czyli również wielkości) zwracany naturze.

Obóz dla uniknięcia nieporozumień żyje przez cały czas trwania według czasu zimowego. Ponieważ jest październik i osoby przyjeżdżające na obóz funkcjonowały w swym "cywilnym życiu" w czasie letnim często dochodzi do pomyłek szczególnie gdy umówieni jesteśmy z kimś z zewnątrz. Zaczynamy o 5:30 czasu obozowego (czyli 6:30). Pól godziny to wystarczający czas na toaletę, zagrzanie wody na herbatę. 6:00 ruszamy, ptaki też już się obudziły część żerując ląduje w naszych sieciach. Dzielimy się na trzy jedno- dwuosobowe grupy, wyruszając na "obchód", który dla wygody został podzielony na 3 części tj. mały, średni i duży. Oczywiście  mały jest najmniejszy i sprawdzenie wszystkich sieci gdy ptaków nie ma zabiera tu niewiele ponad 5 min. Największy zaś dobre 25 min. Połowy okazują się mizerne zaledwie jeden gil i mysikrólik, więc po 6:30 jesteśmy już po obrączkowaniu teraz czas na śniadanie. Śniadanie na tym punkcie jest sprawą indywidualną jeśli ma ktoś ochotę korzysta ze spiżarni. Jedynie obiady jemy zespołowo, a jego przygotowaniem zajmują się osoby, które zazwyczaj same deklarują TAKĄ CHĘĆ. Na szczęście wśród  ornitologów są w przeważającej części dobrzy kucharze i to niezależnie od płci.

6:55 komórka w kieszeni Jacka Chruściela kierownika punktu pika ostrzegawczo, pora przygotować się do następnego obchodu. Tym razem pustki. Po powrocie Robert Jóźwik, który reprezentuje tu z nami Ziemie Radomską  wyjeżdża rowerem z przyczepką do zaprzyjaźnionego ośrodka w Skowronkach po zakupy, wodę oraz odwozi śmieci. Z ośrodka odbierze również pozostawione tam do naładowania komórki oraz ewentualną pocztę.

11:30 (czasu obozowego) ponieważ kolejny obchód przynosi niewiele ptaków zabieram Mateusza i ruszamy nad Bałtyk. Pokonujemy kolejne wydmy porośnięte lasem bukowym, świerkami tak, że czasami mi się wydaje, że jestem w Bieszczadach lub Górach Świętokrzyskich a nie nad morzem. Od czasu do czasu drogę przebiegają nam daniele najczęściej to matka z dorastającym młodym, wokół dużo śladów dzików.

Wracamy przed 16 przy okazji udaje nam się nagonić do sieci słonkę. To ptak siewkowaty, na obozie duży rarytas. Pora obiadowa Jacek krząta się przy obozowej kuchence przygotowując kotlety mielone. W między czasie obrączkuje kolejne ptaki.

Godzin 16:30 jemy obiad wysiłek na świeżym powietrzu powoduje, że znikają dość kopiaste porcje. W trakcje przyjeżdżają posiłki z Krakowa. Marcin i Maciej są studentami Akademii Rolniczej z Krakowa i studiują Rolnictwo. Przy tak dużej obsadzie możemy pokusić się o odławianie "drapoli" czyli rozwiniecie dodatkowych sieci na ptaki drapieżne i sowy.

O godzinie 17:00 (to osiemnasta czasu letniego) zapada zmrok ruszamy na ostatni obchód, część rusza w celu uruchomienia sieci na drapieżniki. Mam szczęście na dużym obchodzie trafia mi się ponad trzydzieści ptaków głownie raniuszki i sikory. Ponieważ pokazuję Maciejowi jak wyjmować ptaki z sieci na obchodzie spędzamy ponad godzinę. W międzyczasie Mateusz kursuje dwukrotnie z partiami ptaków do obrączkowania do obozu.

O 18:00 wszyscy są już na miejscu teraz jest czas na leniwe przygotowywanie się do kolacji tuż przed 20.

Dużo rozmawiamy dzieląc się wrażeniami z pobytu na innych obozach. O tej porze roku działa jeszcze jeden punkt Akcji Bałtyckiej oraz punkt w Karpatach tzw. Akcja Carpatica. Obecnie szefem punktu Carpatici jest Michal Ciach, który nie tak dawno przyjeżdżał do Działu Przyrody Muzeum w Radomiu, uczył się obrączkować ptaki w naszej Kępie Wólczyńskiej pod Kozienicami.

 21:00 ruszamy na obchód "drapolowych" sieci (te kontrolujemy w ciągu nocy co 2 godziny), na łące nad zalewem niestety puste, jest ciemno po drugiej stronie widać tylko łunę świateł Fromborka i pobliskiego Tolkmicka. Trzeba patrzeć pod nogi bo łąka jest zryta dokładnie przez dziki.

Do sieci wracam jeszcze o 23:00, też nic i tak samo o 1:00. Idę spać pałeczkę po mnie przejmują inni, okazuje się że mają więcej szczęścia. Gdy o 5:30 wychodzę z namiotu Jacek obrączkuje właśnie trzy urocze sowy uszate.

Jacek Słupek