Atakuje o zmierzchu. Znienacka, zdradziecko i podstępnie. Może cię dopaść w każdej chwili, zwłaszcza w czasie snu. Nie ma litości dla nikogo, nawet starców, kobiet i dzieci.

Bezwzględny, przerażający i ......... brzęczący. Komar oczywiście, bo o nim mowa. Co roku nas dopada i co roku na nowo zaskakuje jego brzęcząca obecność. A właściwie przecież nie powinna bo owady istnieją na Ziemi od niemalże 350 mln lat, człowiek natomiast (właściwie istoty człowiekowate) od ok. 6 mln. I kto wie czy to nie owady właśnie przez swoją prostotę nie są istotami od nas doskonalszymi, ewolucyjnie niemal niezmiennymi bo doskonale przystosowanymi do każdej niszy ekologicznej i każdego kataklizmu mogącego spustoszyć naszą planetę.

Ale wróćmy do komara a właściwie do komarzyc bo to ten mściwy ród niewieści przyprawia nas o bąble, swędzenie i napady wściekłości a czasem szału nawet. Pan komar to frywolny lekoduch spijający nektar z kwiatków, któremu tylko jedno w głowie – pobzykać trochę sobie z samiczką. Wkrótce po tym bzyczeniu, spełniwszy swój życiowy cel i obowiązek, utrudzon wielce, Pan Komar, kona. Samica musi natomiast zapewnić byt następnemu pokoleniu, które by się wykształcić potrzebuje wysoce energetycznego pokarmu tj. krwi właśnie. Skąd one (komarzyce) wiedzą kogo, jak i gdzie pokąsać by utoczyć nieco krwi? Śledzą nasze ślady, konkretnie chemiczne ślady. Zdradzi nas zawsze przyspieszony, paniczny oddech – może nie tyle przyspieszony i paniczny ale w ogóle sam oddech a właściwie dwutlenek węgla w nim zawarty. Komarzyce wabi też smakowita dla nich zapewne woń potu (kwasu mlekowego w nim zawartego) a także cała gama wydzielanych przez nasze ciała tzw. kairomonów. Kairomony to inaczej substancje wydzielane przez organizm np. w momencie ataku, i to zarówno przez organizm ofiary jak i agresora. Ofiara wydziela substancje ostrzegawcze, napastnik natomiast kairomon który obrazowo nazwać można "hormonem zaproszenia", a w języku komarzyc tłumaczy się to następująco: Zapraszam wszystkie koleżanki na pogaduszki przy filiżance ciepłej krwi..... Kiedy kamarzyca dopadnie frywolnie lub bezmyślnie odsłoniętego kawałka gołego ciała czyni swoją powinność tj. wprawia w ruch aparat kłujaco-ssący. Przykłada do ciała kłujkę a ruchami haczykowato-lancetowatych szczęk przecina skórę. Niezwłocznie do rany zostaje wstrzyknięta kropla śliny zapobiegająca krzepnięciu krwi i powodująca tak dokuczliwe dla nas swędzenie. Gdy samica pozyska swój krwawy surowiec do budowy jaj, składa całe ich mnóstwo (ok. 3 tysiące) w najbliższej nawet najmniejszej kałuży, nawet w puszce z wodą, starej oponie, itd., itp.

Jaja sklejone w pakieciki unoszą się jak tratwy na powierzchni. Wkrótce z jaj wydostaną się larwy, które (w przypadku komara brzęczącego – Culex pipiens) pozostaną tuż przy powierzchni w pozycji głową w dół wystawiając nad wodę specjalną rurkę służącą do oddychania lub też ustawią się w pozycji równoległej do lustra wody (w przypadku widliszka – rodzaj Anopheles). W ciągu całego lata może powstać 6 do siedmiu pokoleń komara brzęczącego, najbardziej pospolitego w Europie a także i u nas gatunku komara. O ile jest on poza faktem swędzenia, względnie niedokuczliwy to nie można tego samego powiedzieć o jego znacznie mniej u nas licznym krewniaku czyli widliszku – roznoszącym pierwotniaka – zarodźca malarii. W skali rocznej, na całym świecie, liczba zgonów wywołanych malarią szacowana jest na 2 mln z czego połowę stanowią dzieci. Polska dopiero w 1978 została uznana przez Międzynarodową Organizację Zdrowia za kraj wolny od malarii. To przez malarię zmarł w wieku 37 lat Rafael, Olivier Crommwell, a w 33 roku życia, Aleksander Wielki.

Co można zrobić z komarzą plagą. Post factum pozostaje aplikacja maści, sprayów i innych specyfików na bazie repelentów z których żyje przemysł chemiczny. Środkiem zapobiegawczym jest natomiast po prostu sprzątanie naszego otoczenia. Każda porzucona i wypełniona wodą puszka, słoik, opona to potencjalna fabryka komarów. Jedną porzuconą oponę może opuścić do 5000 komarów! Są też bardziej wyrafinowane i kosztowne zarazem, chemiczne metody zwalczania larw i postaci dorosłych komara, stosowane na wielką skalę tuż po katastrofalnych powodziach "tysiąclecia" (tej sprzed 13 lat i po obecnej pewnie też) i corocznie w większych miejscowościach wypoczynkowych. Radom i jego okolice do atrakcji turystycznych jednak nie należy (przynajmniej nie w marketingowym i komercyjnym sensie), pozostaje nam więc nacieranie się maściami, "sprayowanie", lub (i) po prostu zwykła dbałość o otoczenie tj. zbieranie (zabieranie ze sobą, np. z pikników) wszelkich śmieci stanowiących potencjalną wylęgarnię komarzej ferajny.

Marek Słupek