No i doczekaliśmy się! Po kilku mroźnych zimowych miesiącach oczekiwań, nerwowego obgryzania paznokci i nie mniej nerwowej wymiany maili, licznych telefonach, uważnego śledzenia słupka rtęci, itp., itd., stało się!

W bezpiecznych trzewiach stalowego ptaka zwanego samolotem, z dalekiej Germanii wraz z pierwszym powiewem wiosny przyleciała do nas ONA – Ekosfera! Gość to nie byle jaki, pierwszy(a) w Polsce i jedna z niewielu na świecie ekosfera ekspozycyjna.  Mimo iż jej mniejszych kilku- góra kilkunasto- centymetrowych braci (sióstr raczej) bez liku na świecie to tych naprawdę wielkich, do podziwiania, oglądania i nauki wreszcie jest na naszej planecie zaledwie 30. Wielkie, ogromne, szklane oko ekosfery pyszni się dumnie w dostojnych halach nobliwych hoteli, w wypaśnych gabinetach prezesów korporacji, w wyzłoconych marmurami wnętrzach banków i wreszcie spogląda smutnie w głąb naszych niezmąconych refleksją sumień z zakurzonych przepastnych czeluści sal muzeów, ze świątyń wiedzy i nauki.

Kimżesz jest ona? Kimżesz jest ten pustodźwięczny szklanny baniak? – zapyta się przekąsem wiedzion niejeden sceptyk, Nowak, Kowalski.

To świat w miniaturze, to są nasze dzieje, to jest nasza przeszłość, przyszłość i teraźniejsza wciąż jeszcze obecność... I na tym właściwie można by skończyć zamykając zgrabnie ciąg przenośni i metafor. Lecz czytelnikowi należy się rzetelna informacja Co? Jak? i Dlaczego?  Zacznijmy więc od – co? Czy też czym jest ekosfera?

To zamknięty szczelnie w szklanej kuli ekosystem, którego wnętrze wypełnione w 2/3 morską wodą (w 1/3 powietrzem) zamieszkują jedno i wielokomórkowe glony pożerane sukcesywnie choć równomiernie  przez dziesiątki malutkich, (5 mm) ruchliwych, czerwonych krewetek Holocaridina rubra – ich jedyną prawdziwą ojczyzną są hawajskie, płytkie, przybrzeżne morskie zatoczki.  W szklanym świecie ekosfery mogą się skryć, odpocząć, poszperać w poszukiwaniu kęsa glonu, pośród białych kamyczków, tudzież muszelek na dnie lub na drapieżnie rozpostartych ramionach martwego karaibskiego koralowca – Gorgonii. Ich elegancko (bardzo elegancko wręcz) mówiąc – "produkty przemiany materii"  to z kolei niezwykły przysmak i budulec dla glonów przyswajany przez nie, po bakteryjnej uczcie rozłożony na proste pierwiastkowe składniki, przy udziale światła i magicznych sztuczek fotosyntezy na masę glonowego ciała – zjadanego następnie przez wspomniane wyżej krewetki, itd. itp. w samopowtarzającym się niezmiennym cyklu mogącym trwać kilka lub nawet kilkanaście lat. Przedwczesną zagładę harmonijnego glonowo-krewetkowego świata może przynieść nagła ingerencja Boga tego mikroświata tj. człowieka-opiekuna, bezrozumnie wystawiającego szklaną, magiczną kulę na morze słonecznych promieni dziennego światła.  Olbrzymi  fotosyntetyczny doping rozdyma glonowe ciała do monstrualnych (jak na ekosferyczne warunki) rozmiarów, czyniąc z przyjaznej dotychczas morskiej wody, kwaśną zupę, w której dokonuje się nieodwołalny i ostateczny holocaust krewetkowej populacji. Życie toczy się jednak jeszcze jakiś czas dalej w tej już bezludnej (wróć), bezkrewetkowej toni. Lecz jest to już inne życie. Życie bez krewetek.

Jak? Jak do tego doszło ? Kto i kiedy powołał do życia po raz pierwszy pierwszą ekosferę? Dokonali tego w 1983 roku Joe Hanson i Claire Folsome z NASA Jet Propulsion Labolatory, pracując nad koncepcją zamkniętych ekosystemów na użytek długotrwałych podróży kosmicznych.  W 1984 roku za sprawą firmy Lorena Ackera, który odkupił od NASA patent na wytwarzanie ekosfer, stały się one rynkową rzeczywistością, efektowną ozdobą tudzież interaktywną pomocą naukową. Od tego czasu firma Ecosphere Associates Inc oraz jej europejski, niemiecki koproducent Ecosphere Europe Gmbh, wyprodukowały  niemal milion ekosfer spośród których tylko  30 nosi miano ekspozycyjnych tj. mieszczących się w rozmiarach od 50 cm do 1,5 m średnicy. Ta która od kilku dni zadomowiła się  w salach radomskiego muzeum mierzy 50 cm.

Ale dlaczego? Dlaczego postanowiliśmy wzbogacić nasze wystawy akurat o ten nowy element? Ze względów i powodów, które tu już padły bowiem ten zminiaturyzowany krewetkowy świat, to jedna z lepszych paraboli ludzkiej egzystencji na Ziemi, zarówno w sensie biologicznym jak i filozoficznym.

Ekosfera została zakupiona dzięki środkom pozyskanym z dotacji Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska w Warszawie.

Marek Słupek