Białe płynące majestatycznie po stawie łabędzie wywołują w nas zazwyczaj pozytywne wrażenia. Niemniej jeszcze nie tak dawno, bo na początku naszego wieku, ten wielki królewski ptak był masowo pozyskiwany w celach konsumpcyjnych. Przez pewien czas rozwijał się eksport łabędzi i łabędziego mięsa z terenów Polski do Europy Zachodniej.

Ponieważ jednak zgodnie z przysłowiem ludowym z okolic Wrzosowa (w gminie Jedlnia-Letnisko) łatwiej jest ugotować kamień niż dorosłego łabędzia, powodzeniem Angielskich czy Holenderskich smakoszy cieszyły się ptaki młode (pierwszoroczne), które można bez trudu rozpoznać po brązowym upierzeniu (stąd brzydkie kaczątko). Dlatego też praktyczni Anglicy ptaki o ubarwieniu białym przezornie wypuszczali do parkowych sadzawek. Nie mogli jednak wiedzieć, że niewielka część młodych łabędzi charakteryzuje się bardzo jasnymi dziobami, nogami koloru cielistego i praktycznie białym upierzeniem upodobniającym je do ptaków dorosłych. I to właśnie one trafiały w przeważającej części do rzeczonych wcześniej sadzawek. Gdy Anglicy się wreszcie połapali o co w tym wszystkim chodzi zdziczałe łabędzie tej odmiany już w Anglii dominowały. Ostatecznie ta zdziczała później odmiana łabędzi niemych nazwana została w kraju pożeraczy pudingu w sosie miętowym – łabędziem polskim – Polish Swan, co z pewnością jest pamiątką owego okresu. W kraju macierzystym czyli w Polsce osobniki tej formy stanowią zaledwie 2-3% całej populacji łabędzi niemych, ale w Anglii już prawie 80%. Czyli podsumowując większość łabędzi na wyspie jest z pochodzenia Polakami.

Oczywiście naturalnym wynikiem konsumpcji łabędziego mięsa było ograniczenie występowania tego gatunku do nielicznych stanowisk na Pojezierzu Pomorskim oraz Mazurskim. Jednak podjęta w porę ochrona tego gatunku spowodowała, iż ptak ten doprowadzony nieomal do krawędzi zagłady został uratowany, a obecnie osiągnął poziom liczebności najprawdopodobniej nigdy przedtem w historii gatunku nie notowany.

Łabędzie nieme w Radomskiem pojawiły się już na początku lat pięćdziesiątych, co było dowodem poszerzania obszaru lęgowego ponieważ nigdy przedtem tutaj nie gniazdowały. O pierwszym stanowisku lęgowym na stawach rybnych w Modrzejowicach donosił na łamach prasy ogólnopolskiej wówczas niestrudzony popularyzator ochrony przyrody, jednocześnie wybitny ornitolog, Leopold Pac-Pomarnacki. W latach następnych obserwowano powolny lecz systematyczny wzrost ilości par lęgowych, a od początku lat osiemdziesiątych gwałtowną eksplozję liczebności tego gatunku w naszym regionie. Obecnie w granicach byłego województwa ornitolodzy amatorzy współpracujący z Muzeum w Radomiu zarejestrowali ponad 50 stanowisk lęgowych łabędzi. Zaś stada łabędzi nielęgowych wprowadzają w popłoch właścicieli stawów rybnych, 48 łabędzi które widziałem w dniu ostatnich wyborów prezydenckich na stawach w Bąkowcu (gm. Garbatka-Letnisko) z powodzeniem jest w stanie skonsumować karmę przeznaczoną dla ryb. Niektórzy ornitolodzy zauważyli też, że wraz z pojawieniem się na stawach dużych ilości łabędzi spada liczebność kaczek. Otóż łabędzie trzepocząc skrzydłami podczas pobierania pokarmu przeznaczonego dla ryb w tłoku potrafią (zapewnie nieświadomie zabić kaczkę).

Wraz z upływem czasu zmienił się również stosunek człowieka do tych ptaków, co zadecydowało o zwiększeniu ich liczebności. Co prawda niektórzy w Radomskiem (i to wbrew pozorom nie ci najbiedniejsi) zaczęli na powrót nielegalnie konsumować łabędzie, ale w odczuciu większości Polaków łabędzie stały się niewątpliwą ozdobą wszelakich zbiorników wodnych i zyskały sympatię ludzi. Ma to również i swoje ujemne strony. Oto łabędź, gatunek przedtem typowo wędrowny, zaczął wykazywać cechy osiadłości. Jest to między innymi spowodowane intensywnym dokarmianiem ptaków przez mieszkańców wielu polskich miast i miejscowości. Mając pod dostatkiem pokarmu na miejscu, nie musi odbywać już męczącej długiej podróży. Ponadto zostając na miejscu, wiosną zajmie najlepsze lęgowiska, gorsze pozostaną tym które wierne instynktowi ruszą jesienią na zachód i południe naszego kontynentu, w wyniku czego z roku na rok zmniejsza się stopniowo liczba "zwolenników" wędrówki. Dla gatunku jest to oczywiście niekorzystne powstaje bowiem wpół udomowiona populacja łabędzi, uzależniona od pomocy ze strony człowieka. W przypadku srogiej zimy mimo pomocy człowieka większość z nich czeka śmierć.

Jacek Słupek
(tekst ukazał się w Tygodniku 7 dni)