Przeciętny europejczyk zapytany znienacka na ulicy z czym, kim, i jak kojarzy mu się kraj o dźwięcznej nazwie Poland wyrecytuje niemal bez zająknienia następujący ciąg wyrazowy: Papież Polak, Wałęsa, Solidarność, białe niedźwiedzie, bociany no i oczywiście żubry, chociaż tego ostatniego nie jestem tak bardzo pewien.

Aczkolwiek faktem niezbitym jest, że żubry były i są wizytówką naszego kraju, nie tylko wizytówką ale wręcz ambasadorami polskości na świecie. Ich wizerunek eksploatowany jest bez ustanku na różnego rodzaju targach Ekspo i nie tylko zresztą. Niech wiedzą narody świata, że Polska żubrem stoi! Dzięki kampaniom promocyjnym różnych firm wiemy, że żubr w trawie puszczy i że jest on (ten żubr właśnie) tuż za rogiem. No i sprawa jest prosta – przynajmniej dla amatorów napojów w kolorze bursztynu. Ale jak to zwykle na świecie bywa za tą cukierkową telewizyjno-merkantylną sielanką kryje się cały ciąg przeszłych i wcale niewesołych zdarzeń a i czarne chmury zdają się znów zbierać nad naszym odwiecznym i wydawało by się wiecznym symbolem polskości, czyli żubrem. Jeśli powiedziało się żubr to trzeba powiedzieć Białowieża. Ale skąd wziął się żubr w Białowieży?

Dawno, dawno temu……… (no … jakieś 800 do 17 tys. lat temu), chwilę po tym jak topniejąca czapa lodowca przesunęła się daleko na płn. skraj Europy, wolne od lodu przestrzenie stepotundry zaroiły się od przedziwnych i z reguły większych niż obecnie stworzeń: jeleni olbrzymich, mamutów, nosorożców włochatych, lwów i niedźwiedzi jaskiniowych. Wśród tej całej menażerii znaleźć można było dwa zwierzęta, które uznać można za praprapra-dziadków żubra. Mowa o bizonie stepowym (Bison priscus) oraz znacznie mniejszym od pierwszego Bison schoetensacki (nie "dorobił się" polskiej nazwy). Można je uznać za przodków żubra ale niekoniecznie - być może początek żubrom dał ich amerykański brat czyli bizon, który do Europy przywędrował przez istniejący chwilę pomost lądowy z Alaski? Kto wie? Wiemy na pewno, ze żubr jakiego znamy (Bison bonasus) miał się w Europie stosunkowo dobrze (w przeciwieństwie do swego kuzyna tura który wyginął ostatecznie w 1627 r. w Puszczy Jaktorowskiej). Żubr przez polskich monarchów otoczony był opieką i ochroną. Już za Jagiellonów osadzono wokół Puszczy Białowieskiej osoczników – zwolnionych od pańszczyzny puszczańskich strażników. Władysław IV Waza w roku 1639 wydał "Ordynację Puszczy J.K. Mci Leśnictwa Białowieskiego" w której oficjalnie potwierdzono specjalny ochronny status Puszczy Białowieskiej i żyjących w niej żubrów. O Białowieżę dbali też obcy monarchowie. Car Aleksander II w trosce o żubra nakazał nawet wybicie w puszczy wszystkich drapieżników czym wyrządził mu niewątpliwie niedźwiedzią przysługę, przyczyniając się do rozmnożenia innych roślinożerców będących dla króla puszczy konkurencją pokarmową. Był to początek końca żubra przypieczętowany kłusownictwem i działaniami wojennymi I wojny światowej. Na początku XX w. w Białowieży żyło jeszcze 700 żubrów. W marcu 1919 roku ginie z rąk kłusowników ostatnie żyjące tam na wolności zwierzę. Ponowne zasiedlenie Puszczy Białowieskiej przez żubry było możliwe dzięki mozolnej pracy hodowlanej prowadzonej na bazie 54 żyjących wtedy na świecie a ocalałych z zagłady żubrów. Jednak na nowo odrodzona populacja żubra białowieskiego powstała dzięki 3 zwierzętom zakupionym w Niemczech – Borusee, Biscayi, Bisercie oraz 2 z hodowli z Pszczyny - Plancie i Plebejerowi. Z tego to polsko-niemieckiego związku odrodziła się licząca obecnie 300 sztuk (w całej Polsce ok. 600) białowieska populacja. W sensie genetycznym nie jest to jednak dokładnie ten sam gatunek co przedtem. Są to zwierzęta genetycznie zdegenerowane o zmniejszonym potencjale rozrodczym – jest to wynik kojarzenia w obrębie kilku zaledwie osobników. Większość naukowców zajmujących się tym gatunkiem jest zdania, że jesteśmy ostatnim pokoleniem oglądającym żubra na własne oczy. Taki sam los spotka zapewne gepardy i pumy (gatunki ponownie odrodzone z kilku ocalałych osobników) u których 70% do 90% plemników jest zdeformowane.

Spieszmy więc póki czas do Białowieży cieszyć oczy wciąż żywymi żubrami, bo gdy ich zabraknie pozostaną nam tylko ich  doczesne szczątki takie jak ukryty na magazynowej półce radomskiego muzeum, o tajemniczej sygnaturze: mjm. zool. 20 (ułamek możdżenia – część kostna znajdująca się bezpośrednio pod rogiem zwierzęcia, żubra w tym przypadku). Radomskie muzeum może się jednak także poszczycić całkiem nowym nabytkiem, prawdopodobnie największym w muzeach polskich wypreparowanym okazem żubra noszącego za życia imię "Popiwek".

Marek Słupek