W poświąteczną niedzielę, skoro świt wybraliśmy się na objazd ciekawych przyrodniczo miejsc w Radomiu i w regionie radomskim.

Na pierwszy ogień poszło miejskie wysypisko śmieci. To paradoks, ale składowisko odpadów, jest bardzo atrakcyjne dla wielu gatunków ptaków. Przede wszystkim mew i krukowatych. Jest to dla nich gigantyczna stołówka. Na wysypiskach przy wielkich europejskich aglomeracjach gromadzą się często tysiące mew, pojawiają się również padlinożerne ptaki drapieżne jak sępy lub kanie.  Niedzielnego ranka na radomskim wysypisku zdecydowanie królowała kawka – między torbami foliowymi, starymi butami i plastikowymi butelkami posilało się stado około sześciuset ptaków. Poza nimi nad wysypiskiem krążyły pojedyncze kruki, a przy krawędzi wysypiska pokrzykiwało stadko kilkunastu srok. Jednak bardziej niż krukowatymi byliśmy zainteresowani mewami. Tych było jak na lekarstwo. Ledwie kilka mew pospolitych i śmieszek oraz jeden rodzynek – pierwszoroczna mewa srebrzysta. Wracając do samochodu udało się jeszcze wypatrzeć w zadrzewieniach śródpolnych kilka drobnych ziarnojadów: stadko mazurków i makolągw oraz potrzeszcza.

Kolejnym przystankiem były stawy w Jedlińsku. Przywitało nas tu i pożegnało zarazem krążące nad zamarzniętą taflą wody stadko stu krzyżówek. Jeszcze na krótko zatrzymaliśmy się przy głównej bramie prowadzącej na stawy. Z trzcin odezwał się strzyżyk, poza za nim tylko srebrzysta, zlodzona  toń stawów i szumiące trzciny. Ruszyliśmy dalej, po drodze minęliśmy okazały dwór w Piastowie, na wysokości Gózdka podziwialiśmy malowniczy krajobraz doliny Radomki, krajobraz wilgotnych łąk poprzecinanych rzędami głowiastych wierzb. Zajrzeliśmy jeszcze na puste i smutne stawy w Przytyku i skierowaliśmy się ku głównemu celowi dzisiejszej wyprawy – zalewowi w Domaniowie.

Na początku zaskoczenie i zawód. Przy zaporze również zbiornik był pokryty lodem, jak okiem sięgnąć w kierunku Wieniawy szarobiała, pusta przestrzeń. Podeszliśmy na brzeg zbiornika. Na plaży, setki martwych osobników małży – skójki zaostrzonej. Przypuszczamy, że poziom wody w zbiorniku został niedawno szybko obniżony i zwierzęta nie zdążyły przemieścić się wraz z cofającą się linią wody. Z odrobiną nadziei w sercach postanowiliśmy podjechać jeszcze ku ujściu Radomki. Tutaj potwierdziło się, że w od jesieni poziom wody w zbiorniku został znacznie obniżony. Przed naszymi oczami rozciągało się kilkadziesiąt hektarów mozaiki zamarzniętego błota, płycizn i lodu. Tu wreszcie było więcej ptaków! Przywitał nas srokosz, wypatrujący z gałęzi krzewu drobnych gryzoni. Poniżej stadko kilkunastu wron siwych na plażach i w płytkiej wodzie rozglądało się za pożywieniem. W pewnym momencie spomiędzy odległych trzcin zerwał się orzeł bielik i lecąc nisko nad trzcinami skrył się za ścianą lasu, po chwili kolejny drapieżnik – lis śpiesznym truchtem przeciął pozbawioną wody czaszę zbiornika. Po płyciznach brodziło kilka czapli siwych i samotna czapla biała. Ustawiliśmy lunetę i rozpoczęliśmy skrupulatny przegląd terenu. Szybko udało się wypatrzeć kilka grup kaczek krzyżówek siedzących na lodzie, pomiędzy którymi, suszyło skrzydła kilka kormoranów. Dokładny przegląd tej części zbiornika ujawnił jeszcze trzy samice tracza nurogęsi i stadko mew białogłowych.

Wracaliśmy do Radomia szybciej niż mieliśmy w planach. Przed zapadnięciem zmroku postanowiliśmy  zrobić jeszcze krótką wizytę na zalewie Borki. Mieliśmy zamiar policzyć spędzające tu noc krzyżówki i mewy. Kaczki zaskoczyły nas swoją liczebnością. Było ich niemal pięćset. Wśród mrowia krzyżówek udało się wypatrzyć niewielką kolorową kaczkę cyraneczkę.  Już po zapadnięciu zmroku odwiedziliśmy cmentarz Firlej. Chcieliśmy sprawdzić informację o przebywającej w szpalerze tui sowie uszatce. Ptaka wprawdzie nie udało się zobaczyć, ale natrafiliśmy pod jednym z drzew na stosik wypluwek, który niechybnie świadczył, że co najmniej jedna sowa przebywa tam od dłuższego czasu. Wypluwki zostały zebrane w celu badań nad składem pokarmu zimujących w regionie uszatek.

W wyprawie uczestniczyli:
Tomasz Figarski (zdjęcia), Jacek Słupek i Łukasz Stępień (tekst)