W dniach 18-19 lipca bieżącego roku wybraliśmy się na "polskie safari". Określenie to jest w tym przypadku całkiem adekwatne, bowiem gatunki jakie zaobserwowaliśmy z powodzeniem można określić mianem egzotycznych. Celem wyprawy były dwa gatunki ptaków – kraska Coracias garrulus oraz żołna Merops apiaster.

Najpierw odwiedziliśmy Płaskowyż Kolbuszowski, obecnie jedną z głównych ostoi kraski w Polsce. Piękna, słoneczna pogoda nastrajała optymistycznie, gdyż pozwalała mieć nadzieję, że kraski będą aktywne i pozwolą się obserwować. I rzeczywiście, w niedługim czasie dostrzegliśmy pierwszą kraskę siedzącą na drutach. Nim jednak zdążyliśmy podejść na odległość pozwalającą na zrobienie zdjęcia, ptak odleciał w kierunku nadrzecznych zadrzewień. Obraliśmy zatem dogodny punkt obserwacyjny w cieniu jednego z nowobudowanych domów i czekaliśmy… na próżno. Ruszyliśmy zatem dalej w nadziei, że spotkamy kolejne kraski.

Idąc przez wieś za rozglądaliśmy się dookoła uważnie, kierując się do pozostawionych na poboczu samochodów. Wtem nad łąką dostrzegliśmy kilka ptaków na drutach, spojrzenie przez lornetki – oczywiście kraski! Przez dłuższy czas napawaliśmy się ich widokiem, obserwując je przez lunety, później zbliżyliśmy się nieco, by zrobić kilka zdjęć. I choć ptaki nie chciały współpracować, udało się uwiecznić je na cyfrowych fotografiach. Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi. Niektórzy po raz pierwszy, inni po latach, mieli okazję obserwować gatunek, który jeszcze stosunkowo niedawno występował także w okolicach Radomia, a który obecnie w bardzo szybkim tempie w Polsce wymiera, z nie do końca wyjaśnionych przyczyn.

Ogólnopolskie tendencje zdają się jednak nie dotyczyć Podkarpacia, gdzie czas dla krasek jakby się zatrzymał… Upał dawał się już wszystkim we znaki, postanowiliśmy więc udać się na południową sjestę. Na miejsce postoju wybraliśmy kolejne kraskowe miejsce w dolinie jednego z cieków przecinających Płaskowyż. A że tereny te to swoisty "kraskowy raj", przekonaliśmy się już po kilku minutach. Najpierw, wśród porastających brzeg rzeczki olch, usłyszeliśmy charakterystyczny głos a następnie dostrzegliśmy kilka uwijających się krasek. Obserwacja przez lornetki z bezpiecznej odległości pozwoliła dostrzec budkę lęgową zasiedloną przez kraski, która wywieszona została w ramach akcji ochrony tego ptaka (www.kraska.eco.pl). Co ciekawe kraskom niespecjalnie przeszkadzali ludzie, biwakujący w niedalekiej odległości od budki,  choć wykazywały się dużą ostrożnością i utrzymywały bezpieczny dystans. My obozowisko rozbiliśmy nieco dalej, by nie niepokoić ptaków. Gdy siedzieliśmy przy ognisku usłyszeliśmy nad nami charakterystyczny głos – to turkawka, gatunek gołębia, bardzo rzadkiego w regionie radomskim, którego obserwacja ucieszyła nas nie mniej niż kraski. W międzyczasie w pobliżu przeleciała pustułka, a nieopodal odzywało się kilka wilg. Trwające do późnych godzin nocnych "przyrodników rozmowy" i śpiewy przy akompaniamencie gitary na długo zapadną w nasza pamięć. Niestety, poranek przywitał nas deszczem, w skutek czego z planowanych sesji zdjęciowych krasek nic nie wyszło. Musieliśmy się zatem zadowolić zdjęciami z dnia poprzedniego. Wpatrując się z niepewnością w niebo, w nadziei że jednak się rozpogodzi,  ruszyliśmy by zrealizować drugi cel wyprawy – zobaczyć żołnę…

Udaliśmy się zatem na Ponidzie, region jakże piękny, opiewany w twórczości Wojtka Belona i Wolnej Grupy Bukowina. Po drodze, na przemian padał deszcz i świeciło słońce. Gwarancji, że żołny będą aktywne nie mieliśmy, po cichu jednak liczyliśmy na łut szczęścia. Po dotarciu w dolinę Wisły, udaliśmy się w kierunku zamieszkiwanych przez żołny skarp. Kilkanaście minut obserwacji nie przyniosło jednak oczekiwanego rezultatu. Przecież muszą tutaj być, myśleliśmy… I były, najpierw jedna, następnie kolejne pokazały się na tle zachmurzonego nieba. Aura okazała się jednak dla nas łaskawa – przestało padać, a nawet wyjrzało słońce. Zołny również "współpracowały" pięknie pozując na tle Królowej Polskich Rzek. Z ciekawszych gatunków ptaków zaobserwowaliśmy także błotniaka stawowego oraz trzmielojada, a w drodze powrotnej kobuza, który posilał się siedząc na słupie telegraficznym w środku wsi. Do Radomia wróciliśmy późnym wieczorem, snując już plany kolejnych wypraw. W "polskim safari" udział wzięli Agata Piestrzyńska-Kajtoch i Łukasz Kajtoch z Krakowa, Piotr Guzik z Krosna, a także Jacek Słupek z dziećmi – Agnieszką, Jackiem i Maćkiem oraz niżej podpisany reprezentujący Klub Przyrodników Regionu Radomskiego.

Tomasz Figarski