Nie wiem jak inni, ale ja, zrobiwszy porządny rachunek sumienia stwierdziłem, że świerszczaka i owszem, czasem widuje, częściej słyszę, ale ani liczba spotkań wzrokowych, ani słuchowych nie jest zbyt imponująca.

Co więcej, spotkania są zazwyczaj krótkie i kończą się szybkim zanurkowaniem świerszczaka w roślinności. Można wprawdzie poczekać, aż znów się gdzieś pokaże. Jest to jednak zazwyczaj znacznie dalej, a ptaka widać gorzej, bo już się bardziej pilnuje. Jeśli dodać do tego chroniczny brak czasu przygodnego obserwatora, nieco niecierpliwości i szczyptę lenistwa, świerszczaka nie mogłem zaliczać do moich dobrych znajomych. Tę niemoc przerwać postanowił sam świerszczak i zamieszkał koło mnie. Codzienne – zwłaszcza poranne – "koncerty" skusiły mnie i odwiedziłem go na jego terytorium.

Mój tegoroczny sąsiad okazał się ptakiem bardzo ciekawym. Obserwowanie go "z zaskoczenia" nie daje dobrych efektów. O wiele lepiej uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż świerszczak sam oprowadzi człowieka po swoim gospodarstwie. Terytorium mojego świerszczaka jest dosyć duże (równe trzem terytoriom cierniówek). Było to niegdyś pole, ale dzisiaj to ugór porośnięty gęstą i wysoka roślinnością ("trawiasto-chwaściastą") z pojedynczymi krzakami i drzewkami-samosiewkami. Świerszczak z dość dużą regularnością "wyśpiewuje" swój świergot w pobliżu centrum terytorium i zapewne gniazda, bo kręcą się tam dwa ptaki (chociaż nie widziałem żeby ptaki nosiły w to miejsce pokarm). Po odświergotaniu obowiązkowej pieśni następuje oblot terytorium i ogłaszanie z granicznych drzewek, krzaków lub suchych badyli, kto tu jest panem. "Piosenka" nie różni się, chociaż jest nieco krótsza. Przy okazji ptak trochę się pożywia i myszkuje w trawach. Potem wraca "do domu" i sytuacja powtarza się "w koło Macieju".

Gdy poznamy grafik tych oblotów, bez trudu powinniśmy doczekać się na świerszczaka "rozbiwszy obozowisko" przy którejś ze strażnic granicznych. Mówi się, że świerszczak jest ptakiem skrytym. Jeśli tak jest, to mój sąsiad nie jest klasycznym świerszczakiem. Śpiewa na odsłoniętych wierzchołkach drzewek i krzewów, żeruje w pobliżu stojącego człowieka. Jego sława jako ptaka skrytego wynika chyba raczej ze środowiska, w którym mieszka. Obserwowanie smukłego ptaka mniejszego od wróbla w trawach, z których ledwie wystaje czubek mojej głowy nie jest proste. Świerszczak "nurkuje" w nich znakomicie. Czasami poruszające się źdźbła podpowiadają gdzie właśnie przebywa, ale najczęściej pojawia się w miejscu, w którym wcale nie spodziewaliśmy się go.

Ciekawie jest również posłuchać świerszczaka. Znane wszystkim przeciągłe, monotonne "świerszczenie", które już pewnie niedługo zginie w chorach świerszczy i pasikoników, nie jest jedynym głosem, którym porozumiewa się mój sąsiad. Co pewien czas pokrzykuje kontaktowymi ćwierknięcio-dźwięknięciami. Najciekawszy głos jaki z siebie wydaje do złudzenia przypomina głos świerszczaka odtwarzany z taśmy, którą magnetofon raczył był wciągnąć w swoje wnętrzności (młodsi nie wiedza o czym piszę, ale starsi znają ten bolesny kwik). Zauważyłem jeszcze dwa, ciekawe dla mnie "zachowania głosowe". Świerszczak przelatując z jednej strażnicy do drugiej nierzadko śpiewa w locie. Zazwyczaj rozpoczyna śpiew niedługo przed wylądowaniem, ale zdarza mu się startować z "pieśnią na dziobie". Ostatnia z ciekawostek to rozpoczynanie śpiewu. Moj świerszczak czasem rozpoczyna znacznie niższym głosem i poszczególne "mikrosylaby" są wolniejsze. Dopiero po chwili piosenka zaczyna przyspieszać, aż dochodzi do wysokiego, monotonnego "świerszczenia". Zdarza mu się także zaczynać tak jak robią to np. żużlowcy przed startem: 2-3 razy "przegazowuje" swój motorek, po czym dopiero rusza z właściwą pieśnią, stopniowo przyspieszając śpiew. Nie wiem czy to taka uroda tego świerszczaka, czy inne robią tak samo? Faktem jest, że te efekty akustyczne słyszałem wyłącznie wtedy, kiedy świerszczak śpiewał w pobliżu. Na dalszych stanowiskach takich subtelności nie byłem w stanie wychwycić.

Tekst i fot. Maciej Szymański